Wybierz region

Wybierz miasto

    Echa ujawnienia planów G-14

    Autor: Rafał Musioł

    2006-03-21, Aktualizacja: 2006-03-21 08:36 źródło: Dziennik Zachodni

    Czy Liga Mistrzów przestanie istnieć i zamieni się w wewnętrzne rozgrywki osiemnastu najbogatszych klubów Europy, skupionych w grupie G-14? Ujawnienie przez angielskie i włoskie media potajemnie przygotowywanego przez ...

    Czy Liga Mistrzów przestanie istnieć i zamieni się w wewnętrzne rozgrywki osiemnastu najbogatszych klubów Europy, skupionych w grupie G-14? Ujawnienie przez angielskie i włoskie media potajemnie przygotowywanego przez tych krezusów-spiskowców planu wywołało prawdziwą burzę na Starym Kontynencie.



    - Moim zdaniem nie ma powodów do paniki. G-14 nie po raz pierwszy przygotowało taki dokument, to raczej kolejna próba sił, badanie jak stanowcza będzie reakcja FIFA i UEFA - twierdzi Michał Listkiewicz, prezes PZPN i wiceprzewodniczący Komisji Pucharów Europejskich UEFA.

    Na razie tej oficjalnej reakcji jednak nie ma.

    - Bo kongres przewidziano dopiero na maj i wtedy zajmiemy się także tą sprawą. Zapewniam też, że nie doszło do jakiejś gorączkowej wymiany listów elektronicznych, po prostu UEFA robi swoje, ale za kilkanaście tygodni decyzje na pewno zapadną stanowcze i jednoznacznie potępiające takie "inicjatywy" - zapewnia Listkiewicz.

    Zdaniem prezesa PZPN, termin ujawnienia planów G-14 zastanawiająco zbiega się z terminem procesu, jaki wobec FIFA wytoczył klub Charleroi. Belgowie domagają się od Federacji miliona euro odszkodowania za kontuzję ich zawodnika, Abdelmaijda Oulmersa w meczu towarzyskim Maroko - Burkina Faso w listopadzie 2004 roku.



    - Zastosowaliśmy się do wymogów FIFA, które nakładają na nas obowiązek zwalniania piłkarzy nawet na mało znaczące mecze towarzyskie, i przez to straciliśmy na osiem miesięcy jednego z naszych podstawowych zawodników - uzasadniają wniosek władze Charleroi.

    Światową federację wspierają w tym procesie związki piłkarskie niemal wszystkich państw.

    - PZPN również jest stroną, bo uważamy, że interes reprezentacji jest ważniejszy od interesów klubów. Po drugiej stronie barykady pozostały tylko Anglia, Francja, Hiszpania i Niemcy, reszta stanęła po stronie FIFA - dodaje Listkiewicz.

    G-14 w swoim projekcie także przewiduje ograniczenie liczby terminów spotkań reprezentacyjnych oraz wypłacanie przez związki narodowe ekwiwalentów dla klubów za powoływanie ich piłkarzy do kadry.



    - Mam przeczucie, że temat reprezentacji będzie w tej całej sprawie jednym z kluczowych. FIFA może przecież zagrozić, że jeśli G-14 spróbuje wcielić swoje pomysły w życie, to piłkarze ze zbuntowanych klubów, podobnie jak działający dla nich sędziowie, zostaną wycofani z mistrzostw świata, Europy i igrzysk olimpijskich. A ci ludzie mają swoje ambicje, które wykraczają poza samo zarabianie pieniędzy. Taka groźba mogłaby więc na przykład doprowadzić do odejścia gwiazd do innych klubów, a co za tym idzie nieprawdopodobnego pomniejszenia rangi tych nowych rozgrywek, których uczestnicy sami ukręciliby na siebie bicz - przewiduje prezes PZPN.



    Pozostałe argumenty są już natury etycznej. - Ograniczenie rywalizacji zabija sens sportu, a przecież najbogatsze kraje i tak mają już mnóstwo przywilejów, chociażby większą niż inni liczebność w Champions League. Poza tym zdrowa struktura piłki przypomina piramidę: na dole jest futbol uprawiany amatorsko, masowo, marzący o dostaniu się na wąski szczyt, na którym siedzą najlepsi z zawodowców. Ale żadnego z elementów nie da się wyjąć, bo runie całość, a takie właśnie "piłowanie" próbuje przeprowadzić G-14. I także dlatego jakoś nie obawiam się, że do takiej rewolucji w ogóle może dojść - kończy Listkiewicz.







    Komentarz DZ


    Starania grupy G-14 o wszechwładny dyktat w europejskim futbolu - oczywiście chodzi o pieniądze - mogą dziwić, denerwować, a nawet śmieszyć. Ale tak to już jest: z maluczkimi, słabymi i biednymi nikt nie ma zamiaru się liczyć. Pokusa przegnania ich ze swojego otoczenia silna jest zwłaszcza wtedy, kiedy ci maluczcy bez oporów sięgają po dobra leżące na pańskim stole.

    I dlatego wielcy coraz bardziej przebierają ze strachu nogami, bo przybywa tych, co nie zamierzają oddawać pola bez walki. A to Porto zaszkodzi, a to Monaco zabruździ, a to Rosjanie i Ukraińcy robią sobie miejsce, dźgając szabelkami... Trudno będzie ten trend powstrzymać, bo każdy ma ambicję, żeby się go bano, a nie wyśmiewano. Pewnie stąd postulat zawłaszczenia wszystkiego, co się da, już teraz. Wkrótce przecież tłok przy pańskim stole może być tak duży, że nikt nie będzie umiał się najeść do syta.

    W gruncie rzeczy, nie polski to problem. Nasze kluby nie są przecież odpychane od stołu z żarciem, tylko wypychane - z kolejki do tego stołu. I zawsze na szary koniec.

    Andrzej Grygierczyk

    Sonda

    Czy wiedząc o aferze w łódzkim pogotowiu bałbyś się wezwać karetkę?

    • Nie, nie wszyscy lekarze są przestępcami (53%)
    • Bałbym się, ale i tak w razie np. wypadku nie miałbym innego wyjścia (35%)
    • Tak, straciłem zaufanie do pogotowia ratunkowego (12%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.