Wybierz region

Wybierz miasto

    Jak pracownik banku doprowadził do upadłości dobrej firmy

    Autor: Aldona Minorczyk-Cichy

    2006-03-03, Aktualizacja: 2006-03-03 08:21 źródło: Dziennik Zachodni

    Michal Syczewski i Stanisław Kuzior jeszcze pod koniec 2001 roku byli właścicielami świetnie prosperującej fabryki akumulatorów Dublet w Żarkach. Teraz są bankrutami. Ściga ich komornik.

    Michal Syczewski i Stanisław Kuzior jeszcze pod koniec 2001 roku byli właścicielami świetnie prosperującej fabryki akumulatorów Dublet w Żarkach. Teraz są bankrutami. Ściga ich komornik. Fabrykę wartą 5-6 mln dolarów sprzedano, na bruk poszło ich 140 pracowników. ING Bank Śląski twierdzi, że tylko zabezpieczał swoje pieniądze.


    - Nasza firma upadła przez ING Bank Śląski w Myszkowie, który naruszył tajemnicę bankową i niesłusznie uruchomił cesje wierzytelności, które były zabezpieczeniem kredytów obrotowych - twierdzą Kuzior i Syczewski. Walczą o sprawiedliwość w prokuraturach i o wysokie odszkodowanie w sądach.

    Kiedy pod koniec października 2001 roku ING Bank Śląski oddział w Myszkowie poprosił przedsiębiorców o dodatkowe zabezpieczenie kredytów, bez żadnych zastrzeżeń przepisali na bank cesje swoich wierzytelności w 19 firmach. Miały być uruchomione w przypadku zalegania ze spłatami rat kredytowych lub wypowiedzeniu umowy kredytowej, czego bank wówczas nie zrobił. Mimo, że zaległości nie było, bank cesje uruchomił natychmiast po podpisaniu umowy. Efekt to plajta firmy, którą odcięto od dopływu gotówki.

    - Pracownik windykacji banku obdzwonił naszych kontrahentów i powiedział im, że jesteśmy bankrutami. To nie było zgodne z prawdą. Mówił, że szuka chętnych na kupno fabryki. Naruszył tajemnicę bankową, a nam praktycznie uniemożliwił funkcjonowanie - wyjaśnia Michał Syczewski.

    Piotr Utrata, rzecznik ING Banku Śląskiego twierdzi, że ze względu na tajemnicę bankową sprawy komentować nie może: - To są nasi klienci. Toczą się postępowania sądowe. Nie chcemy brać udziału w dyskusji. Jedna ze spraw o odszkodowanie zakończyła się korzystnym dla nas wyrokiem. Ale nasi klienci mogą wystąpić jeszcze o jego kasację.





    Bank doprowadził nas do upadłości. Majątek przepadł, a my do końca życia będziemy spłacać długi - mówią Michał Syczewski i Stanisław Kuzior, byli właściciele fabryki akumulatorów Dublet w Żarkach. Od 2001 roku walczą z ING Bankiem Śląskim. Domagają się ukarania szefa myszkowskiego oddziału placówki i milionów odszkodowania.



    Fabryka w Żarkach była w 2001 roku trzecią pod względem produkcji w kraju. Inwestowała w ukraiński zakład w Kijowie. Zainteresowany wejściem w spółkę z Dubeltem był austriacki potentat na rynku akumulatorowym. Rok wcześniej do Żarek zakupiono nowoczesną linię produkcyjną. I od tego właśnie zaczęły się kłopoty.

    - Trochę się pokłóciliśmy ze wspólnikiem. Linia produkcyjna była wadliwa. Ale została naprawiona. Na krótki czas nasze obroty spadły, jednak byliśmy w pełni wypłacalni - mówi Michał Syczewski.

    Zanim tak się stało do przedsiębiorców zgłosili się przedstawiciele ING Banku Śląskiego w Myszkowie. Zaproponowali kredyt obrotowy na korzystnych warunkach. Dublet dał się skusić.



    W październiku 2001 roku zostaliśmy wezwani do banku. Powiedziano nam, że choć raty płacone są regularnie, niezbędne będą nowe zabezpieczenia kredytu. Podpisaliśmy umowę przelewu wierzytelności. Cesje miały być uruchomione, gdybyśmy zaczęli zalegać ze spłatami - opowiada Syczewski.

    Stało się inaczej. Przedsiębiorcy twierdzą, że bank uruchomił cesje natychmiast. Pracownicy windykacji obdzwonili firmy, które zalegały Dubletowi pieniądze. Poinformowali je o złej sytuacji fabryki i pytali, czy nie chcieliby kupić Dubletu.

    - Rozeszło się, że padamy. Dłużnicy przestali płacić. Wszystko szło na konto banku. Dostawcy odmówili nam towaru na odroczoną płatność - opowiada Stanisław Kuzior.



    Mimo pism do banku, ostrzegających, że doprowadza sprawnie funkcjonującą fabrykę do ruiny, nic nie dało się zrobić. Nawet nie wypowiedziano fabryce umowy. Rezultat? Upadek i sprzedaż zakładu, egzekucja komornicza i zwolnienie z pracy 140 osób! To jednak nie koniec kłopotów. Bankowa windykacja firm zalegających Dubletowi okazała się nieskuteczna. Ściągnięto zaledwie 800 tys. zł.

    - Pozostało jeszcze prawie 11 mln zł! Te należności przedawniły się 2003 roku, a bank nic nie zrobił, żeby pieniądze odzyskać. Patrzyliśmy, jak nasz majątek przepada - mówią Syczewski i Kuzior.

    Przedsiębiorcy pokazują opinie prawne prof. Eugenii Fojcik-Mastalskiej z Uniwersytetu Wrocławskiego i dr Jana Mojaka z UMCS w Lublinie. W opinii Mojaka czytamy: "ING Bank Śląski miał prawny obowiązek podjęcia wszelkich aktów staranności w celu dochodzenia przed sądami wymagalnych cedowanych wierzytelności od ich dłużników, tj. kontrahentów Dublet. (...) Gdyby okazało się, że cesjonariusz - ING Bank Śląski dopuścił do przedawnienia tych wierzytelności, to ponosi pełną odpowiedzialność za wszelkie szkody. "Prof. Fojcik-Mastalska napisała: "W sprawie tej wyraźnie widoczne i nietrudne do udowodnienia są znamiona przestępstwa naruszenia tajemnicy bankowej".



    Przedsiębiorcy w 2002 roku złożyli doniesienie do prokuratury w Myszkowie. Twierdzili, że bank wyrządził im szkody wielkich rozmiarów. Prokuratorzy wyłączyli się ze sprawy, bo znali Jerzego Cichonia, dyrektora oddziału ING Bank Śląski. Akta powędrowały do Częstochowy. Tam po pół roku uznano, że dyrektor banku nie musiał dbać o interesy fabryki, tylko o interesy swojej placówki. Biznesmeni odwołali się do Prokuratury Okręgowej, która nie przychyliła się do ich zażalenia. Sprawa trafiła do sądu w Myszkowie. Ten wydał wyrok korzystny dla Dubletu. Akta wróciły do prokuratury, która miała się sprawą zająć jeszcze raz. Po roku umorzono śledztwa.



    Wspólnicy walczą o odszkodowanie. Przed sprzedażą firmy produkowali rocznie 250-300 tys. akumulatorów. W fabrykę zainwestowali około 10 mln zł. Jej wartość oceniają na 5-6 mln dolarów.

    Jedna ze spraw o odszkodowanie została rozpatrzona na korzyść ING Banku Śląskiego. 30 stycznia 2006 roku Sąd Apelacyjny oddalił apelację Kuziora i Syczewskiego w sprawie 6,5 mln zł odszkodowania. Przedsiębiorcy wystąpią o kasację wyroku.

    - Ze względu, że to są nasi klienci, nie możemy komentować tych relacji. Toczą się postępowania sądowe. Z tego powodu nie chcemy brać udziału w dyskusji - mówi Piotr Utrata, rzecznik ING Bank Śląski.

    Więcej na temat: 

    Sonda

    Czy wiedząc o aferze w łódzkim pogotowiu bałbyś się wezwać karetkę?

    • Nie, nie wszyscy lekarze są przestępcami (53%)
    • Bałbym się, ale i tak w razie np. wypadku nie miałbym innego wyjścia (35%)
    • Tak, straciłem zaufanie do pogotowia ratunkowego (12%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.