Wybierz region

Wybierz miasto

    Kochanek, ojciec, pedofil

    Autor: Izabela Kacprzak, Aldona Minorczyk-Cichy

    2006-02-24, Aktualizacja: 2006-02-24 09:52 źródło: Dziennik Zachodni

    Iwona i Maria o swoim istnieniu dowiedziały się kilka lat temu. Połączył je mężczyzna, który - jak twierdzą - skrzywdził ich córeczki. Jedna była jego żoną, a druga konkubiną. Jedna mieszka w Bytomiu, druga w Krakowie.

    Iwona i Maria o swoim istnieniu dowiedziały się kilka lat temu. Połączył je mężczyzna, który - jak twierdzą - skrzywdził ich córeczki. Jedna była jego żoną, a druga konkubiną. Jedna mieszka w Bytomiu, druga w Krakowie. Obie twierdzą: - Dariusz J. to niebezpieczny pedofil! I walczą o bezpieczeństwo swoich dzieci. Na drodze do sprawiedliwości natrafiają ciągle na te same przeszkody: urzędniczą bezmyślność, bezduszność i złą wolę.


    Iwona z Bytomia, mama Karoliny, o byłym mężu mówi "on". Drobna, krucha, cicha. Typ "dziewczynki". - On zawsze się tylko takimi kobietami interesował - przypomina sobie kobieta. - Maria jest podobna, tylko jeszcze wyższa.

    Maria z Krakowa o swoim byłym partnerze mówi "pan Dariusz". Wstydzi się, że kiedyś tak bardzo go kochała i tak bezgranicznie mu ufała. Próbuje sobie tłumaczyć: - To psycholog i terapeuta. On wiedział jak mną manipulować.

    Maria ma z J. córkę Kasię.

    Karolinka - tata na golasa
    Iwona długo nie dopuszczała do siebie złych myśli. Zaczęła podejrzewać że jest coś nie w porządku, kiedy została wezwana na komisariat w Bytomiu celem złożenie zeznań. To był koniec 2002 r. - wtedy dowiedziała się o Marii i Kasi. I najgorsze: jest podejrzenie, że molestował córkę Marii.

    Potem zaczęła układać historię swej rodziny. Pamiętała, co mówiła jej matka, babcia Karoliny. Była przerażona.

    Iwona dzisiaj: - Pamiętam jak po urodzeniu córeczki, przebierałam ją - opowiada kobieta. - Zapytał czy gdyby ją "tam" pomasował, to czy miała by orgazm.

    Dariusz lubił się masturbować. Robił to w domu, przed telewizorem, całkowicie bez wstydu. A matka Iwony nakryła go gdy biegał nago po domu. Wróciła o godz. 20, dwie godziny wcześniej niż zwykle. Na tapczanie leżała Karolinka w samych rajtuzkach. On tłumaczył się, że w domu jest gorąco.

    Irena, babcia Karoliny: - Jesteśmy przekonane z córką, że wnuczka była molestowana przez swojego ojca, że jest on pedofilem, ale nie potrafimy tego udowodnić przed sądem. Wiem że zrobił to w perfidny, psychologiczny sposób - mówi pani Irena.

    Zabawa w wiercenie
    Kiedy Karolina skończyła 2 lata, w jej życiu pojawił się tata. Wcześniej twierdził, że na tym etapie nie jest dziecku potrzebny. Irena: - Zauważyłam że dziecko się zmieniło. Nie było pogodne, wesołe. Była rozdrażniona.

    Karolina zaczęła w dziwny sposób bawić się lalkami. Rozbierała je, masowała, dotykała w miejscach intymnych. - Wierciła się przy tym, ocierała się o dywan, podłogę. Nazywała to "zabawą w wiercenie".

    - Tata mnie nauczył - wyjaśniała Karolinka. Mówiła, że "wtedy pupa się śmieje", że "potem pupa boli, ale taty Dariusza nie boli". Po tej zabawie wyrzucała lalki w najciemniejszy kąt, pod wannę, pod szafę, albo do kosza na śmieci. - Gdy ją wyciągałam z powrotem córka wpadała w histerię.

    Obcinała lalkom włosy, niszczyła sukienki. Dziwne zachowanie dziewczynki zauważyły panie w przedszkolu. Mała wierciła się na leżaku.

    Nie oddać tata!
    Dariusz J. zabierał Karolinę do domu swoich rodziców. Mała wracała stamtąd odmieniona - nie pozwoliła się rozebrać, płakała i uciekała do babci. A on zawsze chciał zostać przy kąpieli dziecka. - Masował ją tak, że mnie ciarki przechodziły. Byłam załamana - pani Iwona.

    - Kiedyś Karolina wpadła w szał. "Nie oddać tata!", płakała - wspomina babcia Irena.

    Irena poszła więc z wnuczką do psychologa. - To syndrom dziecka molestowanego - powiedziała lekarka. Poradziła ograniczyć kontakty z ojcem i zgłosić sprawę w prokuraturze. - Powrót dziecka do normalności trwał półtora roku - mówi Irena.

    Wtedy Dariusz J. zagroził samobójstwem. Jego ojciec błagał żeby nie robić mu sprawy sądowej, że podobną ma już w Krakowie, a on i tak nie spotyka się z dzieckiem. Mężczyzna zniknął, ale po dwóch latach, w kwietniu 2004 r złożył wniosek do sądu o uregulowanie kontaktów z dzieckiem.

    Iwona: - Teraz wiem, że grunt palił mu się pod nogami. Chodziło o przykrywkę, że jest dobrym, kochającym tatą. Miał już sprawę w Krakowie o molestowanie drugiej córki, Kasi.

    Kasia - pierwsze podejrzenia
    Barbara, babcia Kasi z Krakowa zaczęła coś podejrzewać w 2002 roku. Wnuczka zachowywała się dziwnie i w końcu tak po swojemu opowiedziała jej, co robi z nią tatuś. Jej córka nie uwierzyła w te opowieści...

    Był kwietniowy wieczór. Barbara, przyszła do córki zaopiekować się wnuczką. Nagle do drzwi zapukali policjanci. W ręku mieli nakaz przeszukania.

    - Powiedzieli, że został zatrzymany, gdy szedł na plac zabaw - opowiada Barbara. - Był tam umówiony z dziewczynkami, które chciał zabrać do swojego gabinetu i robić im zdjęcia. Policję zaalarmowały matki dzieci. Podejrzewano go o pedofilię. Ja opowiedziałam policjantom o swoich podejrzeniach i o tym co powiedziała mi Kasia.

    Dariuszowi J. niczego nie udowodniono. Znaleziono jednak przy nim kasetę wideo, a na niej erotyczny film - w rolach głównych występował psycholog i lalka... Dariusz J. w masce misia na twarzy uprawiał seks z lalką!

    Nimfetki
    Maria nie wierzyła do końca. Kiedy jej matka powiadomiła policję i prokuraturę o molestowaniu Kasi przez ojca, zeznawała na korzyść męża. Otrzeźwienie przyszło nieco później, ale postępowanie umorzono.

    Maria: - Znalazłam jego pamiętnik, a w nim opowiadania jego autorstwa. To było przerażające. Pisał o fantazjach seksualnych, dziewczynkach i o tym, że nad nimi dominuje. Nazywał je nimfetkami. W końcu przyznał mi się do swoich skłonności. Proponował nawet bym pomogła mu obłaskawić 12-letnią dziewczynkę. Chciał z nią uprawiać seks, w zamian oferował mi wierność do końca życia. To było chore.

    Wtedy przypomniała też sobie jak podczas spacerów Dariusz wpatrywał się w szczupłe dziewczynki i na ich widok dostawał erekcji.

    Świadkiem identycznych scen była Iwona z Bytomia. Maria i J. zerwali kontakty. On pisał do niej listy i zwierzał ze swoich skłonności. - Niestety zabrał je. Te które zostały zaniosłam do prokuratury - wyjaśnia Maria.

    Kobieta wystąpiła do sądu o odebranie praw rodzicielskich.

    Karolinka - spotkania z ojcem
    Sąd Rodzinny w Bytomiu zdecydował, że ojciec będzie spotykał się w obecności kuratora z Karoliną raz w miesiącu, w niedzielę, na trzy godziny. Już po pierwszej wizycie Karolina wyrzuciła do kosza lalkę, którą dostała od niego. Doszło też do drugiego incydentu - w jednym zamkniętym pokoju, był Dariusz z córką. W drugim kurator z babcią Ireną.

    - W pewnym momencie zapanowała cisza - opowiada Irena. - Weszłyśmy tam. On siedział w kącie pokoju i masował dziecku brzuszek. Taką scenę widziałam już wcześniej. Pamiętam jak Karolina weszła mu kiedyś na kolana i powiedziała "tata Damian będziemy się znów wiercić". Skoczył jak oparzony, a ja zaczęłam krzyczeć.

    Po tym zdarzeniu, 2 listopada 2004 r., Iwona wystąpiła do sądu o zakaz kontaktów z ojcem. Wniosek oddalono opierając się na wyrywkowych raportach kuratorów.

    Irena: - Jaką wartość może mieć opinia kuratora, który na zarzuty, że zięć chodził nago po domu odpowiedziała: Też bym chciała żeby mój mąż tak chodził.

    Iwona składa doniesienie do prokuratury. A w Krakowie trwa śledztwo. Jeden z policjantów mówi Irenie, babci Kasi: - To co znaleźliśmy przy nim jest szokujące.

    Sąd: Nie ma dowodów
    Ten szokujący materiał to nagranie na kasecie video. Policjant, który oglądał film mówi: - To były najbardziej obrzydliwe sceny jakie w życiu widziałem. Dowodów wystarczających do postawienie zarzutu pedofili nie było. Być może funkcjonariusze po prostu zadziałali zbyt szybko, może gdyby poczekali... Ale w grę wchodziło bezpieczeństwo dzieci - wyjaśnia policjant.

    Sąd Rodzinny w Bytomiu nie bierze tego pod uwagę. Prokuratura bytomska zleca badanie Karoliny w Rodzinnym Ośrodku Diagnostyczno-Konsultacyjnym. Jest sędzia, prokurator (czwarty w tej sprawie), biegły psycholog i psychiatra. Karolina opowiada o "zabawie z wierceniem". Reszty nie pamięta, to było przecież 5 lat temu.

    Prokuratura umarza postępowanie w sprawie podejrzenia o pedofilię, opierając się o umorzeniu "sprawy krakowskiej". Prawomocnie.

    - Brak dowodów - stwierdza Iwona Brózda, prokurator rejonowa w Bytomiu. - Przesłuchaliśmy wielu świadków, w tym dziecko, które nie potwierdziło, że było molestowane przez ojca. Mówiło tylko, że było dotykane po brzuszku, ale nigdy po gołym ciele. Bierzemy pod uwagę, że mogło wyrzucić z pamięci nieprzyjemne wydarzenia, ale to nie przekłada się na dowody.

    Prokurator Brózda przyznaje, że w ich aktach, które obejmują i sprawę krakowską, nie ma opinii seksuologa, który stwierdził u J. formę pedofilii. Dlaczego? Tego nie wiadomo.

    Psycholog: To erotyzacja dziecka
    Karolina w badaniu w RODK potwierdza "zabawę w wiercenie". Psycholog, który zna przypadek Karoliny mówi nieoficjalnie: - To zła "zabawa", która kończy się erotyzacją dziecka, rozbudzaniem. To autostymulacja, bez dotyku. Taka "zabawa" jest niebezpieczna, kończy się depresją. pobudzeniem, problemami z koncentracją.

    Dariusz J. pisze do byłej już żony Iwony (rozwód orzekł Sąd Okręgowy w Katowicach) list pełen pretensji. "Poczułaś siłę, to możesz teraz mnie kontrolować. Utraciłaś penisa lecz odzyskałaś go w symbolicznej formie dziecka (na nieświadomym poziomie dziecko jest równoważnikiem penisa)".

    Przewodnicząca wydziału rodzinnego Sądu Rejonowego w Bytomiu i jednocześnie sędzia prowadząca sprawy J. nakazuje matce dziecka, że ma dopuszczać do kontaktów ojca i córki. Spotkania mają się odbywać w ośrodku w obecności psychologa, kuratora, pedagoga.

    - Ja nie oddam mu córki - mówi cicho Iwona. Ostatni raz J. spotkał się z córką w październiku 2004 r. Sędzia ukarała za to Iwonę grzywną 200 zł. Grozi kolejnymi konsekwencjami - egzekucją sądową, czyli właściwie więzieniem.

    Iwona ma wrażenie że sędzia jest przeciwko niej, jej córce. Że chroni pedofila. W lutym 2004 r. pisze skargę do prezesa sądu. Domaga się zmiany sędziego. Do dzisiaj nie dostaje odpowiedzi.

    Kasia była molestowana
    W tym samym czasie walkę Dariuszowi J. wydała w Krakowie Maria. Kiedy zorientowała się, że skrzywdził jej dziecko zaczęła szukać pomocy. Trafiła do ośrodka pomagającego ofiarom przemocy. Tamtejsza psycholog nie miała wątpliwości - dziewczynka była molestowana. Zaczęła się walka w sądzie o pozbawienie praw rodzicielskich.

    Maria opowiada: - To trwa już ponad dwa lata. Pan Dariusz chce ze mnie zrobić wariatkę. Przychodzi na rozprawy z podręcznikiem na temat psychopatologii. Cytuje ją i próbuje udowadniać, że jestem chora. Zastrasza mnie. Kilka razy mnie pobił. Zgłosiłam się do prokuratury. Mimo, że nie miałam bezpośrednich świadków uwierzono mi i sporządzono akt oskarżenia. Niedługo proces w tej sprawie powinien się zakończyć. Ten ważniejszy, o pozbawienie go praw rodzicielskich, potrwa pewnie jeszcze bardzo długo.

    Na zlecenie sądu rodzinnego J. został przebadany przez biegłego seksuologa. W opinii napisano, że cierpi na ukrytą formę pedofilii.

    Z opinii lek. Ewy Zaruckiej, biegłego sądowego w zakresie seksuologii na temat Dariusza J.: "W jego zachowaniu należy rozpoznać pedofilię w formie nieekskluzywnej (...) Istotna wydaje się konieczność przeprowadzenia badania opiniowanego przez biegłych psychiatrę i psychologa. Z oczywistych powodów kontakt opiniowanego z małoletnimi dziewczynkami jest niewskazany, gdyż stanowić może możliwość do podejmowania czynów karalnych. Wpływ zachowań pedofilnych względem małoletnich na ich rozwój emocjonalny jest niejednoznaczny. Natomiast bardziej kompetentnie mogą się na ten temat wypowiedzieć biegli psychologowie."

    Sąd: Niech biegli stwierdzą...
    Dlaczego sąd rodzinny w Bytomiu nie zlecił przebadanie Dariusza J. pod kątem seksuologicznym jak zrobiono to w Krakowie, w identycznej sprawie - o odebranie praw rodzicielskich? Dlaczego nie wykorzystał opinii lek. Ewy Zaruckiej?

    Sędzia Krzysztof Zawała w imieniu bytomskiego sądu: - To miałoby ogromne znaczenie na decyzję o utrzymaniu bądź zakazie kontaktów dziewczynki z ojcem. Jeśli biegli stwierdzą, że osobowość tego mężczyzny jest na tyle patologiczna że może zagrażać dziecku, sąd podejmie z pewnością decyzję zakazującą kontaktów w ogóle. Nawet jeśli nie dokonano żadnego przestępstwa.

    Damian J. na żadne pytania DZ nie chciał odpowiadać. - Była żona i matka byłej konkubiny ze wszystkich sił starają się mnie oczernić i zniszczyć, abym odstąpił od realizowania moich ojcowskich praw i obowiązków. Nigdy nie molestowałem żadnych dzieci - oświadczył.

    Matki: Będziemy walczyć!
    Maria z Krakowa: - Ja się nie poddam i nie pozwolę zrobić krzywdy mojej córce. Różne instytucje próbowały mnie nakłonić do ugody z panem Dariuszem i umożliwienie mu widzeń z dzieckiem. Traktowano mnie jako histeryczkę, natręta. To takie ciągłe rozbijanie się o mur niechęci. Tylko jaki to ma sens i komu ma służyć? To byłoby narażanie dziecka na kontakt z agresorem. A ja jestem szczęśliwa, że Kasia wiele zapomniała i nie chcę tego w niej rozgrzebywać. On zadał jej ból. Wystarczy tego.

    Iwona z Bytomia: - Będę walczyć o moje dziecko. Nie pozwolę go skrzywdzić.

    Co dalej?
    Dariusz J. od dłuższego czasu żyje w Krakowie z nową konkubiną. Kobieta jest w ciąży. Irena: - Boże, żeby tylko nie urodziła dziewczynki.

    Imiona dziewczynek i ich ojca zostały zmienione.




    Dobro dzieci najważniejsze

    Mirosława Kątna, przewodnicząca Komitetu Ochrony Praw Dziecka


    Ta historia jest przerażająca. Sąd rodzinny musi kierować się dobrem dzieci. Musi zebrać możliwie jak największą liczbę informacji na ten temat, a jakiekolwiek wątpliwości interpretować na korzyść dzieci, a nie dorosłego.

    Jeśli specjaliści twierdzą, że ojciec dzieci jest pedofilem, to ta skłonność go dyskwalifikuje jako ojca i sąd nie może jej zinterpretować inaczej. Moim zdaniem sąd w przypadku takich niejasności zawiesić jakiekolwiek kontakty ojca z córkami do czasu wyjaśnienia sprawy dogłębnie i do końca. Kontakty, do której sąd zmusza dzieci, nawet jeśli są pod obecność kuratora nie ma sensu.

    Sonda

    Czy wiedząc o aferze w łódzkim pogotowiu bałbyś się wezwać karetkę?

    • Nie, nie wszyscy lekarze są przestępcami (53%)
    • Bałbym się, ale i tak w razie np. wypadku nie miałbym innego wyjścia (35%)
    • Tak, straciłem zaufanie do pogotowia ratunkowego (12%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.