Wybierz region

Wybierz miasto

    Podejrzany Krzysztof R., czyli najsłynniejszy polski detektyw kontra rybnicka prokuratura

    Autor: Jacek Bombor

    2006-03-25, Aktualizacja: 2006-03-24 20:43 źródło: Dziennik Zachodni

    Rybnicka prokuratura postawiła byłemu posłowi Samoobrony, znanemu detektywowi Krzysztofowi R. dwa zarzuty związane z akcją jego ludzi, którzy w październiku ub.r.

    Rybnicka prokuratura postawiła byłemu posłowi Samoobrony, znanemu detektywowi Krzysztofowi R. dwa zarzuty związane z akcją jego ludzi, którzy w październiku ub.r. pomogli matce odebrać 7-letniego Krzysia, wyprowadzając go ze szkoły w Książenicach. Detektyw wysłał do ministerstwa skargę na działanie prokuratury. - Zarzuty są bezpodstawne, a analiza materiału nieprawidłowa - denerwuje się. - Pracuję w całej Polsce i jeszcze nigdzie się nie spotkałem z takim zacietrzewieniem w stosunku do mojej osoby, jak w Rybniku. Nie potrafię tego w żaden sposób wytłumaczyć - wzrusza ramionami Rutkowski.


    Prokurator Bernadetta Breisa, szefowa rybnickiej prokuratury, po informacje w tej sprawie odesłała nas do Prokuratury Okręgowej w Gliwicach.

    R. dostał dwa zarzuty, choć osobiście nawet nie brał udziału w akcji. Pierwszy dotyczy faktu, że przed akcją kierował grupą swoich ludzi wykonujących usługi detektywistyczne, polegające m.in. na uzyskaniu informacji o szkole i miejscu zamieszkania dziecka, choć nie posiadali wymaganej prawem licencji.

    - Kierował działaniem swoich pracowników, którzy weszli do szkoły, stosowali przemoc fizyczną, nie pozwolili nauczycielce i dyrektorowi zatrzymać chłopca. Odzyskanie dziecka to działania zastrzeżone dla organów i instytucji państwowych - przypomina prokurator Michał Szułczyński.

    Detektyw jest zdumiony sytuacją. Ocenia, że sytuacja jest schizofreniczna, bo przecież właśnie te organy państwowe w jego opinii przez trzy lata nie kiwnęły palcem, by oddać matce dziecko.

    - Ona miała prawomocny wyrok z klauzulą natychmiastowej wykonalności! Asystowaliśmy tylko przy odebraniu dziecka. Nie ma mowy o żadnych działaniach detektywistycznych, matka przecież wiedziała, gdzie jest chłopiec - wyjaśnia R.

    Nawet niektórzy śląscy policjanci w nieoficjalnych rozmowach są zaskoczeni determinacją prokuratury w tępieniu R. i jego ludzi. - W Książenicach może przesadził, do dzieciaków nie wchodzi się w kominiarkach. Ale biorąc pod uwagę kontekst sprawy, trudno oprzeć się wrażeniu, że działa wytoczone przeciwko niemu są zbyt duże - powiedział nam jeden z nich.

    Prokuratura do czasu wyjaśnienia sprawy chce nawet pozbawić najsłynniejszego detektywa licencji! - Stosowny wniosek o jej zawieszenie wystosowany został do komendanta wojewódzkiego policji w Łodzi, bo tam R. ma zarejestrowaną działalność - wyjaśnia prokurator Szułczyński.

    - Oddam ją honorowo, już podczas przesłuchania to zapowiedziałem. To wcale nie znaczy, że przestaniemy działać. W moim biurze jest wielu ludzi z licencją, do nich będę kierował swoich klientów - zapowiada.

    Przypomnijmy, wcześniej w sprawie zarzuty otrzymali podwładni R. i matka 7-latka, która poprosiła jego biuro o pomoc.

    Rodzice uczniów z Książenic ponadto domagają się zadośćuczynienia od detektywa za wyrządzone krzywdy w wysokości 70 tysięcy złotych. Akt oskarżenia w tej sprawie trafi do sądu najprawdopodobniej jeszcze w tym miesiącu.

    Sonda

    Czy wiedząc o aferze w łódzkim pogotowiu bałbyś się wezwać karetkę?

    • Nie, nie wszyscy lekarze są przestępcami (53%)
    • Bałbym się, ale i tak w razie np. wypadku nie miałbym innego wyjścia (35%)
    • Tak, straciłem zaufanie do pogotowia ratunkowego (12%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.