Wybierz region

Wybierz miasto

    Poprowadził ich po śmierć?

    Autor: Aldona Minorczyk-Cichy

    2006-03-02, Aktualizacja: 2006-03-03 07:29 źródło: Dziennik Zachodni

    Mirosław Sz., nauczyciel tyskiego liceum, którego podopieczni 3 lata temu zostali porwani przez lawinę schodzącą z Rysów, chce się dobrowolnie poddać karze.

    Mirosław Sz., nauczyciel tyskiego liceum, którego podopieczni 3 lata temu zostali porwani przez lawinę schodzącą z Rysów, chce się dobrowolnie poddać karze. Jest bardzo prawdopodobne, że sąd i prokuratura zgodzą się na to. Wczoraj przed Sądem Okręgowym w Katowicach rozpoczął się drugi proces w tej sprawie. To efekt decyzji Sądu Apelacyjnego, który w grudniu 2005 roku zwrócił sprawę do I instancji.


    Przemyślałem swoją decyzję. Zgodnie z sumieniem jestem skłonny dobrowolnie poddać się wyrokowi - mówił Sz., po odczytaniu aktu oskarżenia. Przyznał się do zaniedbań: wprowadzenia młodzieży w niebezpieczny rejon, nie zabrania ze sobą wykwalifikowanego przewodnika. Jego adwokat zaproponował, by sąd wymierzył Sz. karę 2 lat więzienia, w zawieszeniu na 4 lata i zabronił prowadzenia wycieczek. Na dobrowolne poddanie się karze muszą jeszcze zgodzić się rodziny ofiar. Wypowiedzieć ma się także prokuratura. Proponowana wysokość kary jest zgodna z oczekiwaniami prokuratury z pierwszego procesu.

    Sąd w wyroku pierwszej instancji orzekł wobec Sz. niższą karę - rok więzienia w zawieszeniu na 3 lata. Uznano wówczas, że nie można udowodnić związku pomiędzy zachowaniem nauczyciela, a śmiercią uczestników. Chodziło o to, czy uczestnicy wyprawy sami spowodowali zejście lawiny. W drugim procesie Sz. odpowie za sprowadzenie niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia wielu osób, którego następstwem była śmierć uczestników wyprawy na Rysy. Za sprowadzenie niebezpieczeństwa uważa się: wprowadzenie licealistów w zagrożony teren, a nie jak wcześniej - podcięcie zwałów śniegu.

    Od trzech lat, które minęły od tragicznego wypadku, Sz. po raz pierwszy powiedział, że czuje się winny. Wcześniej cały czas twierdził, że ma czyste sumienie.

    Szkoda, że ten wniosek został złożony tak późno - mówił wczoraj Andrzej Matyśkiewicz, ojciec dwóch chłopców, których zabrała lawina. On jako jedyny od samego początku był przekonany o winie profesora. Także jako jedyny zdecydował się wystąpić w roli oskarżyciela posiłkowego. Pozostali rodzice ofiar utrzymywali, że Sz. jest niewinny. Teraz nie są już tak jednomyślni, nachodzą ich wątpliwości.

    - Początkowo nie winiłem Mirosława Sz. Myślałem, że to był tragiczny wypadek. Starałem się zrozumieć, że on bardzo przeżywa śmierć dzieci. Ale potem pomyślałem, że gdy ktoś wprowadza grupę do domu, któremu grozi zawalenie, to nie ważne jest kto podciął ostatnią podporę i spowodował katastrofę. Ważne jest, że w ogóle tam weszli. Moi chłopcy i ich koledzy nie powinni się znaleźć na Rysach zimą i przy tej pogodzie. To Sz. ich tam wprowadził - mówił DZ Matyśkiewicz.

    Do największej w historii polskich Tatr tragedii doszło 28 stycznia 2003 roku. Zginęło wówczas siedmiu licealistów i jeden opiekun. Ostatnie ciało z dna Czarnego Stawu wydobyto dopiero 17 czerwca.

    Sonda

    Czy wiedząc o aferze w łódzkim pogotowiu bałbyś się wezwać karetkę?

    • Nie, nie wszyscy lekarze są przestępcami (53%)
    • Bałbym się, ale i tak w razie np. wypadku nie miałbym innego wyjścia (35%)
    • Tak, straciłem zaufanie do pogotowia ratunkowego (12%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.