Wybierz region

Wybierz miasto

    Rozmowa z Dorotą Miśkiewicz, wokalistką, kompozytorką i autorką tekstów

    Autor: Rozmawiał: Adrian Karpeta

    2006-03-02, Aktualizacja: 2006-03-01 19:32 źródło: Dziennik Zachodni

    DZIENNIK ZACHODNI: 6 marca ukaże się nowa płyta Cesarii Evory "Rogamar", śpiewasz w jednym z utworów na tym krążku. DOROTA MIŚKIEWICZ: Nagrałyśmy razem piosenkę, chociaż jeszcze nie zdążyłyśmy się poznać.

    DZIENNIK ZACHODNI: 6 marca ukaże się nowa płyta Cesarii Evory "Rogamar", śpiewasz w jednym z utworów na tym krążku.

    DOROTA MIŚKIEWICZ: Nagrałyśmy razem piosenkę, chociaż jeszcze nie zdążyłyśmy się poznać. Teraz są takie czasy, że wszystko załatwia się pocztą albo przez internet. Nasz duet został zaakceptowany i wiem, że znajdzie się na płycie Cesarii. A poznamy się niedługo, już w tym miesiącu.

    DZ: Jak doszło do tej współpracy?

    DM: Cesaria wydaje płyty w różnych państwach. Zawsze zaprasza kogoś, kto zaśpiewałby z nią w swoim ojczystym języku. Jest w tej samej wytwórni co ja. W Sony BMG zdecydowano, że ja najbardziej będę do niej pasować, bo nie śpiewam typowej muzyki pop, moje piosenki czasem mają akcenty etniczne. Moja partia w naszym duecie jest tłumaczeniem i ukaże się na polskiej edycji płyty. Piosenka nazywa się "Muśnięcie pędzlem".

    DZ: Czy zagracie jakiś wspólny koncert?

    DM: Być może. Na razie nic o tym nie wiem. Ale kto wie?

    DZ: Czy Cesaria należy do twoich ulubionych wokalistek?

    DM: Przyznam się, że do tej pory nie kupowałam jej płyt. Trudno było nie obić się o jej głos, który dość często jest słyszany w radiu. Cesaria ma w głosie coś, co ja bardzo lubię. Ona nie jest typową wokalistką. Lubię słyszeć w głosie pewną niedoskonałość, gdy człowiek nie opiera się na czystej technice śpiewania i poprawności, tylko na przekazie. Cesaria jest przykładem takiej wokalistki. Ma osobowość, to się od razu czuje.

    DZ: Muzyka, którą proponujesz, jest obecnie modna. Ludzie chętnie słuchają Diany Krall, Norah Jones, Anny Marii Jopek czy Doroty Miśkiewicz.

    DM: Nie wiem czy śpiewam popularną muzykę. Może ludzie potrzebują takich piosenek. W pewnym momencie radio i telewizja zostały zdominowane przez utwory, które brzmią tak samo. Może to ludziom już się przejadło.

    DZ: Czego słuchasz w domu?

    DM: Lubię Bj%F6rk. Jest z zupełnie innego świata od tego, w którym ja pracuję. Próbuję nauczyć się od niej otwartości, chęci ryzykowania. Cenię Me&%238217;shell Ndegeocello. Ona nie jest zbyt znana, ale to bardzo kreatywna wokalistka, a w dodatku kompozytorka, autorka tekstów i basistka. Ostatnio kupiłam sobie nową płytę Kate Bush.

    DZ: Obecnie promujesz swoją drugą płytę "Pod rzęsami". Pod rzęsami można wiele znaleźć...

    DM: Są dwa aspekty świata "podrzęsowego". Jeden to taki, że tam jest wszystko możliwe. Bo wszystko może nam się przyśnić, o wszystkim możemy sobie pomarzyć. A z drugiej strony jest tam jakiś rodzaj prawdy. Czasami przychodzą do nas różne takie rzeczy, z których sami sobie nie zdajemy sprawy. Pomyślałam, że taki tytuł może być wspólnym mianownikiem dla tych wszystkich utworów, które są jednak różne. Bo płyta jest dość eklektyczna.

    DZ: Co jest pod rzęsami Doroty Miśkiewicz?

    DM: Marzę o tym, żeby mi się nie skończyła wena twórcza. To chyba koszmar każdego, kto próbuje pisać piosenki. Po każdej płycie ma się pewien rodzaj minimalnej depresji. Człowiek boi się, że już nigdy w życiu nie napisze fajnej piosenki. Chciałabym, żeby takich stanów depresyjnych było jak najmniej.

    DZ: Czym nowa płyta różni się od debiutu?

    DM: Poprzednia płyta była jazzową z elementami popu, a ta jest popowa z elementami jazzu. "Pod rzęsami" jest płytą spokojniejszą, prostszą. Co nie znaczy, że jest gorsza. Moim zdaniem jest lepsza!

    DZ: A kolejna płyta jaka będzie?

    DM: Jeszcze nie wiem, ale myślę, że będzie bardziej podobna do tej drugiej. Ta formuła lirycznej piosenki stała mi się bliska.

    DZ: Przy tworzeniu nowej płyty zaprosiłaś do współpracy Grzegorza Turnaua.

    DM: Nie znaliśmy się wcześniej. Pan Grzegorz wysłuchał naszego nagrania demo. Zgodził się na współpracę, bo spodobała mu się piosenka. Napisał tekst do tytułowego utworu na płycie. Współpraca fajnie się rozwija. Zaprosił mnie na nagranie swojej płyty "11.11". Nagrałam z nim dwa duety na ten krążek. Od czasu do czasu koncertujemy razem.

    DZ: Na nowej płycie umieściłaś własną wersję starego przeboju Perfectu "Wyspa, drzewo, zamek".

    DM: To nie jest piosenka optymistyczna, kończy się tragicznie. We mnie też gra pewna nuta takiej beznadziejności. Aczkolwiek myślę, że powinno się walczyć z czymś takim. Pozwoliłam sobie na jedną piosenkę, która ma nie do końca pozytywne zakończenie. Są ludzie, którym w życiu nie wychodzi. Może oni też chcą o tym posłuchać.

    DZ: Pochodzisz z bardzo muzykalnej rodziny. Twój ojciec jest jednym z najlepszych saksofonistów. Jakie były twoje pierwsze kontakty z muzyką?

    DM: Dla mnie muzyka istniała od zawsze. Od najmłodszych lat nie wyobrażałam sobie, że nie pójdę do szkoły muzycznej. Gdy pojawiła się groźba, że być może do niej nie zdam, to była dla mnie tragedia. W szóstej klasie usiłowałam pisać pierwsze piosenki. Były to oczywiście śmieszne utwory. Prawdziwa przygoda ze śpiewaniem zaczęła się w liceum. Zaczęłam chodzić na różne zajęcia, śpiewałam piosenki w domu kultury. Później zdałam na studia klasyczne, uczyłam się gry na skrzypcach. Jednocześnie jednak śpiewałam i już wiedziałam, że nie będzie ze mnie skrzypaczka.

    DZ: Podobno w dzieciństwie śpiewałaś do spłuczki w łazience.

    DM: Moja babcia miała w toalecie spłuczkę, która przypominała mi mikrofon. W dzieciństwie trudno było wypędzić mnie z toalety.

    DZ: Ojciec do twoich pierwszych utworów odnosił się z dystansem.

    DM: Trochę krytykował moje pierwsze, nastoletnie utwory. Mówił, że są zbyt smutne, zbyt trudne. Dużo czasu zajęło mi zrozumienie, że miał rację. To, że moje utwory są teraz weselsze i prostsze wynika jednak z tego, iż sama do tego doszłam.

    DZ: Czy ojciec ma jakiś ulubiony utwór z twojego repertuaru?

    DM: Nie wiem, muszę go o to zapytać. Generalnie podoba mu się to, co robię. Jest wiernym fanem. Klaszcze jak trzeba i śpiewa razem z publicznością.

    DZ: Podobno z powodu znajomych taty nie zdawałaś na wydział wokalny do Katowic.

    DM: To było moje wewnętrzne obciążenie. Pomyślałam sobie: pójdę na egzamin, nie będę czegoś wiedzieć, nie usłyszę jakiegoś akordu i będzie wstyd, że córka Miśkiewicza jednak nie jest zdolna. Tego się trochę bałam.

    DZ: I skończyłaś Akademię Muzyczną w klasie skrzypiec.

    DM: Skończyłam, napisałam pracę, odebrałam dyplom i położyłam skrzypce na szafie. Czasem na nich gram, na przykład w zespole Włodzimierza Nahornego. Ale ostatnio coraz częściej mam potrzebę, by po nie sięgać. Na ostatniej płycie jest już więcej skrzypiec niż na poprzedniej. Myślę, że z płyty na płytę będzie ich coraz więcej.

    DZ: Jesteś związana ze swoim muzykiem, gitarzystą Markiem Napiórkowskim.

    DM: Marek jest moją podporą. Pomaga, gdy trzeba podjąć jakąś decyzję. Kiedyś wydawało mi się, że nie można pisać razem piosenek. Uważałam, że to zbyt intymna czynność. Okazuje się, że bardzo dobrze wychodzi nam pisanie piosenek. Gdybyśmy nie byli ze sobą tak blisko, to one nie byłyby takie fajne.

    DZ: Ponoć twój ojciec już przywiózł talizmany płodności z Australii.

    DM: To chyba mama rozsiewa takie wiadomości. Rodzice bardzo chcą już wnuka. Niedługo będą zaspokojeni, ponieważ mój brat mnie wyprzedził.

    DZ: Czy uda ci się pogodzić życie rodzinne, dziecko z karierą?

    DM: Na pewno się uda! Dla chcącego nic trudnego. Oczywiście, jeśli dwie osoby uprawiają zawód muzyka, to jest to trudne. Czasami sytuacja jest dosyć napięta, ale z drugiej strony jest też inspirowanie się nawzajem. Więc są wady i zalety.

    DZ: Wiesz, co znaczy być dzieckiem muzyka.

    DM: Zdarzało się, że ojciec wyjeżdżał na dłużej. Wracał zawsze z prezentami. Starał się nadrabiać czas, kiedy go nie było. Jest taki bardzo domowy, gotuje obiady, sprząta. Nie odczułam tego, że czasem go nie było.




    Dorota Miśkiewicz jest córką Henryka Miśkiewicza. To doskonała wokalistka i klasycznie wykształcona skrzypaczka. Pisze teksty, komponuje. Współpracowała m.in. z Ewą Bem, Anną Marią Jopek, Nigelem Kennedy’m. W 2002 r. wydała debiutancką płytę „Goes to heaven”. Obecnie promuje drugi krążek „Pod rzęsami”. Zapełnia wszystkie sale koncertowe. •

    Sonda

    Czy wiedząc o aferze w łódzkim pogotowiu bałbyś się wezwać karetkę?

    • Nie, nie wszyscy lekarze są przestępcami (53%)
    • Bałbym się, ale i tak w razie np. wypadku nie miałbym innego wyjścia (35%)
    • Tak, straciłem zaufanie do pogotowia ratunkowego (12%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.