Wybierz region

Wybierz miasto

    Tylko Krystyny potrafią się tak bawić

    Autor: Maria <b>Krystyna</b> Zawała

    2006-03-14, Aktualizacja: 2006-03-14 09:09 źródło: Dziennik Zachodni

    - Ta aula w swojej 100-letniej historii nie była nigdy tak ukwiecona - stwierdził prof. Stanisław Lorenc, rektor Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, witając prawie 1000 Krystyn, które w miniony weekend obchodziły w ...

    - Ta aula w swojej 100-letniej historii nie była nigdy tak ukwiecona - stwierdził prof. Stanisław Lorenc, rektor Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, witając prawie 1000 Krystyn, które w miniony weekend obchodziły w Poznaniu swoje imieniny. Przyjechały z najdalszych zakątków Polski i świata: Szczecina, Gdańska, Bydgoszczy, Opola, Warszawy, Częstochowy, Katowic, z Niemiec, Holandii, Francji, Wlk. Brytanii, Węgier i USA. Już po raz 9. spotkały się, by wspólnie świętować.



    - Co roku powtarzam sobie, że to ostatni raz, ale jak przychodzi co do czego, to jestem pierwszą czujką, która jedzie i myśli, gdzie zrobić następne imieniny - stwierdziła jedna z organizatorek imprezy, Krystyna Szaraniec, dyrektorka Teatru Śląskiego w Katowicach.

    Co roku imieniny organizują kolejne grupy Krystyn z różnych polskich miast. Zgłaszają się na ochotnika. Już teraz ustaliły, że 10. jubileuszowe spotkanie odbędzie się w Warszawie. Wtedy po raz pierwszy dołączą do nich Bożeny. - Żądamy dostępu do swoich imienin - napisały na transparencie dziewięć lat temu pod Filharmonią Śląską w Katowicach i ich "postulat" został w końcu uwzględniony.

    Czasem przyjaźnie zawiązane podczas imprezy zostają na dłużej. Katowickie imienniczki co miesiąc spotykają się w teatrze, a ich koleżanki z Łodzi utworzyły klub i zarejestrowały Stowarzyszenie Krystyn. W Polsce jest ponad 600 tysięcy pań o tym imieniu. Najstarsza, która dotarła na wspólne święto do Poznania, to Krystyna Niepomucka, 86-letnia pisarka z Warszawy, najmłodsza - Krysia Othe z Poznania - ma dopiero pięć lat.

    - Czasem bliscy patrzą na nas jak na zwariowane baby, ale my się tym nie przejmujemy, a mój mąż to już wie, że i tak zrobię, co zechcę - śmiała się Krysia Kwiatkowska z Chorzowa, była pracowniczka Urzędu Skarbowego, a od 1 marca emerytka, która nie opuściła jeszcze żadnych wspólnych imienin. - 13 marca każdego roku czuję, że to moje święto, że to ja jestem najważniejsza, doceniona, po królewsku ugoszczona. Mogę spotkać wspaniałych artystów, porozmawiać z nimi, zrobić sobie zdjęcie. I o to chodzi - mówiła.

    - Ja to mam chyba uzależnienie genetyczne od życia towarzyskiego - wyznała za to Krystyna Kołodziejczyk z Warszawy, swego czasu zaprzyjaźniona ze Zbyszkiem Cybulskim. - Aktorka jeszcze pracująca jestem, żadnej roli się nie boję - dodała, wyjaśniając, że tak naprawdę nie wie, co gna ją na te imieniny, ale chyba przede wszystkim to, że kocha innych ludzi, a śmiech i radość, których tu nie brakuje, to najlepszy imieninowy prezent.

    - Ja to nawet jestem żywym prezentem, albo raczej - po koncercie - ledwo żywym prezentem - wyznała Krysia Sienkiewicz, która od zawsze towarzyszy swoim imienniczkom, występując oczywiście za darmo i rozbawiając je do łez. - Jest coś fantastycznego w tym, że te kobiety się tu tak integrują. Chociaż ręka mi prawie odpadła od składania autografów, za rok znów przyjadę - stwierdziła aktorka, która promowała w Poznaniu swoją najnowszą książkę "Zgadnij, z kim leżę". - Opisuję w niej takie moje codzienności, różne przygody i marzenia. Największym jest mieć męża takiego, który byłby moją lokomotywą. Bo póki co, mimo że jestem krucha, muszę być silna. Na szczęście to był dla mnie dobry rok. Zarobiłam pieniądze, wychowałam własne dziecko, kupiłam mu mieszkanie, spłaciłam nieślubnego syna mojego męża, który zostawił mnie z długami, ale sobie poradziłam. Myślę, że jak większość kobiet, które tu przyjechały, bo my jesteśmy wyjątkowe - dodała Sienkiewicz.

    - Żeby się tylko ta zima skończyła, to od razu nabierzemy animuszu - wtrąciła Prońko, która - jak co roku - "dała czadu" podczas imieninowego recitalu. Podobnie jak Giżowska, której "Złote obrączki" śpiewała z piosenkarką cała sala. Co bardziej spostrzegawczy zwrócili uwagę, że ochoczo nuciła tę piosenkę także Grażyna Kulczyk, której małżeńskie kłopoty z najbogatszym Polakiem w kraju zdążyła już zauważyć prasa. Krystyny były w niedzielę jej gośćmi w Starym Browarze.

    Krystyna Kacperczyk z Chicago, kiedyś znana polska lekkoatletka, w latach 70. najlepsza na świecie na 400 m przez płotki, na imprezę przyleciała na własny koszt zza Oceanu już po raz trzeci. - Krysia Bochenkowa, pomysłodawczyni naszego święta, powiedziała mi kiedyś, że to imieniny na całe życie, dlatego dopóki żyję, będę przyjeżdżać, bo dostaję tu tyle energii, że starcza mi jej na cały rok - stwierdziła.

    - A ja bardzo chciałam w końcu zrobić coś dla siebie, bo moje życie tak naprawdę zaczęło się po 40. - wyznała Krysia Urban z Sosnowca, która na wspólne imieniny wybrała się w tym roku pierwszy raz. Właśnie zaczęła studiować, kupiła rower, nauczyła się pływać i chodzi na dyskoteki. A kiedy syn ją spytał: mama, po co ty wydajesz tyle pieniędzy i tłuczesz się przez pół Polski na imieniny, odpowiedziała mu bez wahania: Robię, na co mam ochotę i sprawiam sobie przyjemności, bo jestem tego warta.

    Sonda

    Czy wiedząc o aferze w łódzkim pogotowiu bałbyś się wezwać karetkę?

    • Nie, nie wszyscy lekarze są przestępcami (53%)
    • Bałbym się, ale i tak w razie np. wypadku nie miałbym innego wyjścia (35%)
    • Tak, straciłem zaufanie do pogotowia ratunkowego (12%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.