Wybierz region

Wybierz miasto

    Zaglądamy do biur prezydentów miast naszego regionu

    Autor: MIROSŁAWA KSIĄŻEK, Karina Sieradzka, (alek)(adr)

    2006-03-17, Aktualizacja: 2006-03-17 09:37 źródło: Dziennik Zachodni

    Pokaż mi swój gabinet, a powiem ci, jaki jesteś... W tym tygodniu nasi dziennikarze zajrzeli do biur, w których panują nam miłościwie prezydenci miast naszego regionu.

    Pokaż mi swój gabinet, a powiem ci, jaki jesteś... W tym tygodniu nasi dziennikarze zajrzeli do biur, w których panują nam miłościwie prezydenci miast naszego regionu. Adam Krzyżak z Wodzisławia Śląskiego ma tak olbrzymi gabinet, że mógłby w nim urządzić imprezę dla całego urzędu, ale i tak narzeka. Marzy mu się jeszcze biblioteczka. A może tak jeszcze osobna łazienka, kuchnia i taras z widokiem na leśne ostępy? Adam Fudali z Rybnika i Marian Janecki z Jastrzębia mogliby sobie podać ręce - bo ich gabinety są urządzone bardzo surowo, by nie powiedzieć, że bije z nich ascetyczny chłód. W zasadzie nie ma tam nic godnego uwagi, może poza tym, że u Janeckiego brakuje nawet... komputera. Gdyby Krzyżak to zobaczył... Dzięki naszej inspekcji już wiemy, dlaczego prezydent Raciborza Jan Osuchowski tak rzadko wyjeżdża na wakacje. Po co! Jego fotel opatula przecież rozłożysta palma, brakuje tylko kokosów...





    Rybnik

    Adam Fudali, prezydent Rybnika, mówi o sobie, że jest tradycjonalistą. I to widać po jego gabinecie. Większość sprzętów nie była zmieniana od lat, niektóre rzeczy zostały jeszcze po poprzedniku Fudalego.

    A lampa, wisząca na suficie, ma już chyba z siedemdziesiąt lat! - To bardzo piękny, zdobiony żyrandol, w całym urzędzie zachowało się ich tylko kilka - chwali się prezydent. Choć od razu dodaje, że w zasadzie nie przywiązuje wagi do takich detali. Choć większość mebli ma kilka lat, nie są to wcale jakieś rupiecie. Wszystkie eleganckie i dokładnie wypucowane. Na biurku nie ma nawet odrobiny kurzu.

    Honorowe miejsce na biurku Fudalego zajmuje komputer. Prezydent przyznaje, że nie wyobraża sobie bez niego normalnego funkcjonowania, choć raczej nie jest miłośnikiem gier komputerowych. Swoją znajomość obsługi tego sprzętu określa jako zadowalającą. Skądinąd wiemy, że od pewnego czasu jest zapalonym internautą. Lubi surfować po portalach i przeglądać fora internetowe, szczególnie te, gdzie piszą o Rybniku. Codziennie rano sprawdza najważniejsze informacje, także te prasowe, przez internet. Świeże newsy to podstawa.

    Minimalizm w gabinecie widać także na ścianach. Próżno szukać tam Kossaka za grube miliony, czy choćby nawet kopii "Bitwy pod Grunwaldem" Matejki. Ciekawym elementem jest bardzo stara, oryginalna mapa Rybnika. Wypatrzona gdzieś na pchlim targu, odnowiona i oprawiona w ramki. Z innej ściany gabinetu spogląda samotny Władysław Weber, najsłynniejszy burmistrz Rybnika. Uznawany jest za dobrego gospodarza miasta, za którego rządów wybudowano nowy gmach urzędu miasta, budynek straży pożarnej, kilka szkół, wiele dróg. Ciekawe co też portretowy Weber myśli sobie o posunięciach Fudalego? Klnie na czym świat stoi, czy też jest dumny ze swego następcy?

    Ciekawym gadżetem, który wypatrzyliśmy jest zapalniczka, która na pierwszy rzut oka do złudzenia przypomina fajkę. Bo dym papierosowy, to (mimo sprawnej klimatyzacji) jedna z głównych cech otoczenia prezydenta. Fajka nie leży na widocznym miejscu, bo jej obecność przypomina Fudalemu o jego nałogu nikotynowym, z którym od lat nie może sobie poradzić. Czas rzucić palenie!

    Mimo surowego wręcz wystroju gabinetu prezydenta Rybnika, jest też tu miejsce na trochę zieleni. W gabinecie stoją dwie potężne rośliny doniczkowe. W dniu naszej wizyty były też piękne bukiety ciętych kwiatów. Niestety, prezydent szybko rozwiał nasze wątpliwości. - To pozostałości po moich niedawnych urodzinach. Na co dzień nie ma tu tylu kwiatów... - stwierdził.






    WODZISŁAW ŚLĄSKI


    Z gabinetu prezydenta Adama Krzyżaka aż bije w oczy lokalny patriotyzm. Na drewnianym biurku znajduje się wyrzeźbiony herb Wodzisławia, a landszafty na ścianach ukazują piękno ziemi ojczystej... Jest też symbol patriotyzmu narodowego - na boazerii na ścianie naprzeciwko drzwi wejściowych wisi na czerwonej tarczy biały orzeł w koronie.

    Jak się jednak okazuje, Adam Krzyżak do swojego gabinetu nie jest specjalnie przywiązany. Nie uważa go nawet za ładny.

    Krzyżak wprowadził się do gabinetu po swoim poprzedniku Ireneuszu Serwotce w 1995 roku i niewiele w nim zmienił.

    - Gdybym ja miał go urządzać, wyglądałby inaczej. Przede wszystkim brakuje mi części bibliotecznej. W moich prywatnych gabinetach miałem zawsze pod ręką kilka półek z książkami. Tu nie ma na nie miejsca - skarży się gospodarz magistratu.

    Brak przytulności gabinetu specjalnie Krzyżakowi nie przeszkadza.

    - Traktuję biuro jako miejsce pracy, nie jak drugi dom. Nie przynoszę tu żadnych pamiątek, rodzinnych zdjęć, ani maskotek. Na ścianach wisi tylko parę dyplomów i upominków, które dostaliśmy z miast partnerskich: Gladbeck i Alanyi. Innych ozdób tu nie ma - mówi prezydent.

    Prezydent Wodzisławia Śląskiego ma do dyspozycji dużo przestrzeni. Jego gabinet to jedno z większych pomieszczeń w starym gmachu urzędu miasta. Połączono w nim miejsce do pracy z kącikiem wypoczynkowym i salą konferencyjną.

    W jednym rogu gabinetu Adama Krzyżaka stoi biurko, w drugim stolik do kawy i cztery fotele, a po drugiej stronie pokoju rozłożysty stół i dwanaście krzeseł. Miejsca wystarczy na całkiem dużą imprezę.

    To tu prezydent zaprasza gości i wręcza nagrody zasłużonym mieszkańcom. Przy tym samym stole dostaje się też urzędnikom podczas narad, gdy Adam Krzyżak jest w złym humorze.

    Przy tym stole nagrody odbierał m. in. nasz olimpijczyk-biathlonista Tomasz Sikora, kiedy jeszcze nie zdobył srebra na igrzyskach, ale był wicemistrzem świata. Tu prezydent zapraszał lokalnych bohaterów, między innymi ośmioletniego Kamila, który własnymi siłami wyciągnął z bajorka swojego kolegę Karola, ratując go przed pewną śmiercią.

    RACIBÓRZ


    Jan Osuchowski, prezydent Raciborza, czuje się w swoim gabinecie jak na... wakacjach. Wszystko przez olbrzymią palmę, która stoi w gabinecie.

    Palmę podarował mi mój przyjaciel, Henryk Gniazdowski, który niestety już nie żyje. Bardzo mnie wspierał w czasie kampanii i obiecał, że jak wygram wybory, to podaruje mi właśnie tę palmę... Jak widać, był to podarunek od serca. Bo roślina pięknie rośnie. Za chwilę nie będzie już dla niej tutaj miejsca - dodaje prezydent Raciborza.

    Jan Osuchowski przyznaje, że często siada pod palmą, kiedy na przykład musi podjąć jakąś trudną decyzję. Czy dba o roślinę? Podlewaniem zwykle zajmuje się sprzątaczka, czasem o roślinę zadba ktoś z sekretariatu...

    Próżno w gabinecie pana Jana szukać innych drobiazgów. Są jeszcze jedynie puchary, które otrzymał z różnych okazji. Nie ma pamiątek rodzinnych. Na ścianie wisi stary obraz oraz krzyż. - To po moich poprzednikach - wyjaśnia Jan Osuchowski.

    Pan prezydent nie będzie miał więc kłopotów, gdy będzie wyprowadzał się z gabinetu. Zapowiada, że nie będzie ubiegał się o ponowny wybór na to stanowisko. Co wtedy zrobi z palmą? Jeszcze nie wie.

    W gabinecie Mirosława Szypowskiego, wiceprezydenta Raciborza, oczy przykuwa sporej wielkości orka.

    - Promuję pracę młodych ludzi. A tego pływającego ssaka wykonała 9-letnia Olga Sokołowska z pracowni plastycznej przy Raciborskim Centrum Kultury. Uważam, że to pewne wyróżnienie dla tej dziewczynki, że jej praca znalazła się w gabinecie wiceprezydenta miasta... - dodaje Mirosław Szypowski.

    Ale to nie koniec niespodzianek. W sekretariacie prezydentów stoi olbrzymi, zielony nielot. Ptaka wykonała z kolei 9-letnia Paulina Wąs.

    Trzeba przyznać, że gabinety prezydenckie w Raciborzu prezentują się dość ekskluzywnie. Zostały wyremontowane za czasów poprzedniego prezydenta

    Andrzeja Markowiaka, który jest obecnie posłem.



    Jastrzębie Zdrój


    Asceza to doskonalenie się w cnocie poprzez surowy tryb życia, wyrzeczenie się ziemskich przyjemności, skrajną wstrzemięźliwość. To również niezabieganie o dobra doczesne, wyrzeczenie się niepotrzebnych przedmiotów...

    Nie wiadomo, czy prezydent Jastrzębia Marian Janecki, urządzając wnętrze swojego gabinetu, myślał o doskonałości duchowej i surowej dyscyplinie w celu osiągnięcia czystości. Niemniej jednak w jego gabinecie panuje ascetyczny chłód.

    I nie chodzi tu wcale o temperaturę w pomieszczeniu. W urzędzie zwykle jest gorąco... Chodzi o doskonałe ubóstwo przedmiotów.

    W gabinecie prezydenta znajdują się jedynie: drewniany stół, kilka krzeseł, komódka i... jakaś roślina w doniczce na podłodze. Jak wiadomo, kontakt z naturą był bardzo ważny dla średniowiecznych ascetów.

    Zresztą Marian Janecki chyba tęskni troszkę za tamtą epoką. Zamki, smoki i rycerze w pełnym takielunku... aż łezka kręci się w oku. Dlatego na biurku prezydenta stoi "zbroja"... Taka nietypowa - bardziej jak marynarka. Ale marynarka z żelaza! Nietypowy prezent Janecki otrzymał od pierwszego rocznika absolwentów Gimnazjum nr 10.

    Skąd uczniowie wiedzieli o sentymentach swojego opiekuna? - Symboliczna marynarka jest wyrazem uznania dla szyku i gracji prezydenta - tłumaczył nam Dariusz Kamiński, komendant straży miejskiej, który akurat przyszedł na audiencję do "króla". Oprócz marynarki z żelaza, na biurku elekta nie ma już prawie nic prócz telefonu. Nawet komputera... Za to na jednej z białych ścian wisi "Błogosławieństwo Ojca Świętego". Marian Janecki jest z niego szczególnie dumny.

    Prezydent ma jeszcze u siebie kilka fotografii rodzinnych.

    Sonda

    Czy wiedząc o aferze w łódzkim pogotowiu bałbyś się wezwać karetkę?

    • Nie, nie wszyscy lekarze są przestępcami (53%)
    • Bałbym się, ale i tak w razie np. wypadku nie miałbym innego wyjścia (35%)
    • Tak, straciłem zaufanie do pogotowia ratunkowego (12%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.