(© fot. Materiały prasowe.)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

We „Fiolecie” Magdalena Kozak powraca do modnego w latach 50-tych XX wieku nurtu science-fiction, czyli inwazji najeźdźców z kosmosu, udowadniając tym samym, że pomysły z lamusa wciąż mogą zainteresować, zwłaszcza jeśli są dobrze napisane.

Autorka roztacza przed czytelnikiem dość ponurą wizję, w której na naszą planetę spadają zarodniki tajemniczych roślin. Wystarczy jedna noc i ziarno kosmicznego pochodzenia, niczym fioletowa wersja magicznej fasoli, wyrasta na kilkumetrową wysokość rozpylając śmiertelny dla ludzi cyjanowodór.

Chociaż pomysł nowy nie jest, bo inspiracje klasykami s-f są aż nazbyt oczywiste, to akcenty w stopniowaniu napięcia, zwłaszcza w na początku książki są rozmieszczone wręcz mistrzowsko. Jak w horrorze poznajmy zagrożenie poprzez prywatne dramaty zwykłych ludzi, którzy oprócz śledzenia z zapartym tchem doniesień telewizyjnych i prasowych, mają również własne życie i własne problemy. Przyznam, że ta część książki, mocno filmowa, podobała mi się najbardziej. Magda Kozak nie pokazuje radzących polityków, tylko reakcje osób, z których każda mogłaby być naszym krewnym, znajomym lub sąsiadem.


Później akcja szybko przeskakuje w czasie do momentu, gdy każde większe miasto na świecie ma już swojego „fiołka”, zmienia się również styl narracji. Obecność gigantycznej rośliny, chociażby w centrum Warszawy schodzi na dalszy plan wobec kolejnych zarodników, zbliżających się w kierunku Ziemi. Oczami młodej kadetki obserwujemy specjalną jednostkę spadochronową przeznaczoną do unieszkodliwiania w powietrzu kosmicznych zarodników i wzajemne relacje pomiędzy członkami zespołu. Horror ustępuje miejsca sensacji i po czasie, niczym w Predatorze, zaczynamy obstawiać, który z bohaterów następny padnie na placu boju. Czy będzie to śmierć tragiczna, bohaterska, czy przypadkowa?

Klasyk kina akcji nie został tu przywołany przypadkowo. Niestety, jak to często bywa w przypadku tej konwencji, od tego momentu powieść staje się mocno przewidywalna. Dodatkowo może drażnić nagminne posługiwanie się stereotypami – można odnieść wrażenie, że facet, który nie nosi munduru, nie zasługuje na miano prawdziwego mężczyzny. Po przekroczeniu pewnego poziomu testosteronu, w miejsce dramatyzmu, wkrada się śmieszność.

„Fiolet” stylem nie odbiega daleko od poprzednich książek Magdy Kozak (cykl o Nocarzach) i dobrze, bo widać, że w środowisku związanym z wojskiem i tajnymi służbami autorka czuje się naprawdę nieźle, a swoją wiedzę potrafi czytelnie przelać na karty powieści. Fani będą więc z pewnością usatysfakcjonowani. Dla czytelników, którzy nie mieli okazji zapoznać się z poprzednimi powieści autorki, mimo uproszczeń, „Fiolet” również może być interesującą lekturą. Bo tak naprawdę wielka trująca roślina nad Warszawą to tylko tło. Pretekst do opowiedzenia o przyjaźni, lojalności, pasji, czyli sprawach bardzo bliskich nam wszystkim.




Magdalena Kozak, "Fiolet"
Wydawca: Bellona, Runa, liczba stron: 528, cena: 35,00 zł



Wiadomości

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!