Członkowie Narodowych Sił Rezerwowych będą ćwiczyć 30 dni w roku Członkowie Narodowych Sił Rezerwowych będą ćwiczyć 30 dni w roku

Członkowie Narodowych Sił Rezerwowych będą ćwiczyć 30 dni w roku (© fot. GRZEGORZ JAKUBOWSKI)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Minął tydzień od rozpoczęcia naboru do Narodowych Sił Rezerwowych - formacji mającej stanowić polski odpowiednik amerykańskiej Gwardii Narodowej. Do służby zgłaszają się jednak nie ci, których armia sobie wymarzyła. Zaproszenia do NSR otrzymali rezerwiści - np. technicy i inżynierowie z fachem w ręku. Tacy jednak często nie są zainteresowani przygodą z wojskiem.

- Na przeszło dwustu powiadomionych przez nas rezerwistów do tej pory zareagowało około 40 procent, a 15 osób odebrało wnioski o wstąpienie do NSR - mówi major Cezary Ku-biak, zastępca szefa Wojskowej Komendy Uzupełnień w Częstochowie.

Im bliżej centrum regionu, tym jednak zainteresowanie propozycją armii jest mniejsze. W Katowicach na trzystu zaproszonych odpowiedziało dwudziestu, w Bielsku Białej chęć służby w NSR wykazało jakieś dziesięć procent z około dwustu wytypowanych rezerwistów, zaś w Tychach Wojskowa Komenda Uzupełnień szybko w ogóle zrezygnowała z wysyłania zaproszeń. - Na 150 osób odpowiedziała jedna. Uznaliśmy więc, że kontynuowanie tej metody nie ma sensu. W mediach jest zresztą tyle informacji na temat NSR, że na taką liczbę stanowisk, jaka obecnie jest do obsadzenia, to chętnych jest dosyć - komentuje major Krzysztof Skiba, zastępca komendanta tyskiej WKU.

Ochotników spoza listy istotnie nie brakuje, choć tutaj również można dostrzec pewne lokalne zróżnicowanie. Tam, gdzie bezrobocie nie jest problemem, kandydatów jest wyraźnie mniej aniżeli w okolicach, gdzie sytuacja na rynku pracy jest trudniejsza. W borykających się z takim problemem okolicach kandydaci liczą (błędnie), że status gwardzisty pozwoli im lepiej związać koniec z końcem.

- Żołnierze NSR otrzymują wynagrodzenie tylko za czas faktycznie spędzony w służbie, więc trudno nazywać to regularną pracą. Trzeba jednak pamiętać, że ta formacja może stanowić furtkę do służby zawodowej i to już może być kuszące - mówi major Ryszard War-chocki z WKU w Bielsku Białej, gdzie ochotnicy spoza listy zaproszonych stanowią zdecydowaną większość dotychczasowych kandydatów do służby w NSR.

- A prawdziwy natłok chętnych będziemy mieli pewnie dopiero na jesieni, jak ludzie zaczną wracać z prac sezonowych - prognozuje major Warchocki.

Do służby w NSR skłania jednak nie tylko wiara w ewentualną poprawę swej sytuacji materialnej. Wśród kandydatów są też tacy, którym marzy się przeżyć raz jeszcze "stare dobre czasy". - My zresztą reklamowaliśmy NSR trochę jako wczasy z dreszczykiem - żartuje major Warchocki.

Inni wojskowi nie kryją konsternacji na widok podstarzałych panów z brzuszkiem, którzy chcąc się rozerwać, zaczynają pukać do drzwi WKU. A wielu z nich ma święte prawo, by tak robić - w ramach NSR szeregowcy mogą mieć do 50 lat, zaś oficerowie i podoficerowie nawet o dziesięć lat więcej! Komendanci WKU uspokajają, że kandydaci przejdą solidną selekcję, więc nie ma obaw o jakość odwodów polskiej armii. Lecz nie wszystkich to przekonuje.

- Mam wrażenie, że sam sposób poszukiwania ludzi do NSR jest nie do końca przemyślany. Ta formacja powinna skupiać ludzi o wyjątkowych umiejętnościach: analityków, specjalistów od walki psychologicznej bądź działań nieregularnych. Tymczasem w wojsku panuje jakaś niezrozumiała niechęć do angażowania wysoko wykwalifikowanych ludzi - nie kryje sceptycyzmu Grzegorz Hołdanowicz, redaktor naczelny branżowego pisma "Raport. Wojsko, technika, obronność".

Obawy budzi też jeszcze jeden aspekt całego przedsięwzięcia. Żołnierze NSR na co dzień funkcjonować będą jak normalni cywile, pracując w swoich dotychczasowych zakładach. Armia będzie ich absorbować jedynie przez 30 dni w roku. Dla pracodawcy owe 30 dni to jednak sporo. Choć pensję za ten czas wypłacać będzie żołnierzom NSR armia, to "załatanie" dziur, jakie spowoduje nieobecność pracownika w swoim macierzystym zakładzie spoczywać będzie na pracodawcy.

Wiadomości

Komentarze (4)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

NEW Warrior (gość)

!!!to ciąg dalszy wypowiedzi z dołu...:Bo ludzie mający poukładane życie nie będą wstępować do NSR, nawet jeśli mają ochotę, bo jest to zbyt duże poświęcenie - wyciąć 4 miesiące ( w przypadku szeregowca) z życia np. małego dziecka albo ojca rodziny z dwójką dzieci i pracującą żoną - pomyśłcie o tym Panowie. W innych krajach już dawno służba wojskowa wygląda inaczej niż \"ciągłe koszarowanie\" u Nas - koszarowanie to wydatki i to nie małych sum. Część szkoleń może się odbywać na terenie jednostek w danym regionie lub WKU - tam sa sale jest sprzęt a nie trzeba wszystkim zapewniać nocelgu, część po 8 - 10 godzinach szkolenia chętnie wróci do domu. A jak trzeba spędzić miesiąc w koszarach to o.k. ale miesiąc to 30 dni a cztery to 120. Z czego ile tak naprawdę jest wydajnie wykorzystanych. Zasadnicza Służba Wojskowa trwała też kiloka miesięcy pod koniec z czego efektywne było ile? Reszta to siedzenie na jednostce i wygłupy z nudów. Panowie pomyślcie - wzorujcie się może bardziej przy takiej formacji na OSP niż na Marines. Abstrahując od wykonania pomysł NSR jest O.K., tylko żeby go nie zniszczyć na początku.

NEW Warrior (gość)

Wydaje mi się, że chętnych byłoby więcej gdy mogli wstępować przeniesieni do rezerwy bez przeszkolenia, tylko tych (na pewno mnie) zniechęca 4 miesiące w koszarach , bo jak wypadn ę z pracy ( i z życia rodziny) na tyle to mogę sobie szukać nowego zajęcia, i powoli składać rodzię. Chętnie bym posłużył w takiej formacji, mam wyższe wykształcenie i duże doświadczenie- przydatne do służby szczególnie w sytuacjach kryzysowych (tak myślę). Więc gdybym mógł przechodzić szkolenie np. szeregowca zamiast 4 miesiące w ciągu, zrobić to w ciągu roku, to nie ma sprawy jestem w WKU następnego dnia. Bo zastanawiam się po co siedzieć 120 dni w jednostce i narażać państwo na koszty, w ciągu 30 dniu można opanować podstawy i szlifować je później, chyba że maja to być \"super żołnierze\". Ja rozumiem, że ma to być formacja awaryjna i w trakcie służby doszkalana. Ale jak mówię gdyby rozłożyć szkolenie - służbę przygotowawczą na np. 1.5 roku - 2 lat to można zrobić to samo ale bez szkody dla pracownika, pracodawcy i ich rodzin - chyba że do służby chce się tylko młodych niedoświadczonych ludzi.

zas (gość)

Normalny człowiek, jak już ma gdzieś należeć, to woli do regularnej armii, nawet tej solidarnosciowej, maleńkiej armijki, niż do pospolitego ruszenia. Przeciez tam głównie idą bezrobotni. Zróbcie poważną formację, to bedziecie mieli poważnych ochotników do niej. Czekające nowe pogorszenie warunków służby i emerytur, nie skłaniają do uczestniczenia w tej, wydawałoby się, poważnej akcji. Protest pracodawców przeciw warunkom obiecanym przyszłym ochotnikom też nic dobrego nie wróżą. Słowa zaś polityków i ich obiecanki, to słowa palcem na wodzie pisane. Jak zwykle.