Polska, Francja, Słowenia i Słowacja - te drużyny siatkarzy przez trzy dni rywalizowały w Gdyni o awans do przyszłorocznych mistrzostw świata. Już po sobotnich meczach było wiadomo, że do Włoch pojadą biało-czerwoni i ...

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
Polska, Francja, Słowenia i Słowacja - te drużyny siatkarzy przez trzy dni rywalizowały w Gdyni o awans do przyszłorocznych mistrzostw świata. Już po sobotnich meczach było wiadomo, że do Włoch pojadą biało-czerwoni i trójkolorowi.

- Jestem bardzo szczęśliwy z awansu. Jedziemy na mistrzostwa świata i mimo problemów, które nas spotkały w drodze do kwalifikacji, osiągnęliśmy cel. Chcę bardzo podziękować całemu zespołowi i sztabowi reprezentacji oraz publiczności, która nas wspierała w walce - mówił w sobotni wieczór trener aktualnych ciągle wicemistrzów świata Daniel Castellani. Zanim jednak mógł te słowa wypowiedzieć jego podopieczni musieli rozegrać dwa spotkania.

W piątek biało-czerwoni wygrali ze Słowenią 3:0 (25:16, 25:23, 25:15). Od początku fenomenalnie spisywali się Michał Bąkiewicz i Bartosz Kurek (ten pierwszy został wybrany najlepszym zawodnikiem spotkania).

- Nie chcemy czekać na mecz z Polską i spotkanie ze Słowenią potraktujemy jak finał turnieju - mówił po piątkowym wygranym meczu ze Słowacją kapitan Francuzów, Stephane Antiga. Jego zapowiedź okazała się prorocza, bo "trójkolorowi" pokonali w sobotę Słoweńców 3:1 (27:25, 25:18, 20:25, 25:15) i cieszyli się z awansu.

Polacy z kolei mieli pewność, że Słowacy nie będą tak łatwym rywalem, jak Słoweńcy. Drużyna Emanuele Zaniniego wobec piątkowej porażki z Francją grała w sobotę mecz o wszystko, ale napędzeni zwycięstwem sprzed 24 godzin biało-czerwoni od pierwszych piłek narzucili swoje tempo.

Na parkiecie od początku królował Kurek (MVP meczu), który momentami zbijał piłki z niewiarygodnych sytuacji. Pierwszego seta nasi siatkarze wygrali dość łatwo, ale w drugim swój kunszt motywacyjny pokazał Zanini, włoski trener Słowaków. Jego słowa szczególnie zapamiętał atakujący Martin Nemec, który przy stanie 20:18 dla Polski, praktycznie w pojedynkę powstrzymał podopiecznych Castellaniego. Rozzłoszczeni gospodarze w dwóch kolejnych partiach nie dali już rywalom większych szans.

- To był dla nas ciężki mecz. Było troszeczkę presji. Graliśmy przecież taki mały finał, bo stawką był awans do mundialu. Byliśmy lepsi w całym spotkaniu, zasłużenie wygraliśmy 3:1 i to jest najważniejsze - mówił po sobotnim spotkaniu kapitan polskiej reprezentacji Paweł Zagumny.

Przeciwko Słowenii i Słowacji biało-czerwoni zaczynali w składzie: Paweł Zagumny, Piotr Gruszka, Daniel Pliński, Bartosz Kurek, Michał Bąkiewicz, Marcin Możdżonek i jako libero Piotr Gacek. W niedzielę z Francuzami trener Castellani wprowadził kilka zmian. Przede wszystkim odpoczywał świetnie dotąd rozgrywający Zagumny, którego miejsce zajął Paweł Woicki. Od początku zagrał też Jakub Jarosz.

Polacy mimo przemeblowanego składu zagrali dobry mecz i wygrali bardzo pewnie 3:0 (25:17, 25:19, 25:21). Wiele braw zebrał Woicki, który potwierdził, że może być godnym zastępcą Zagumnego w roli rozgrywającego. - Zaprezentowaliśmy się bardzo dobrze, jesteśmy dobrej myśli przed kolejnymi meczami, w tym zbliżającymi się mistrzostwami Europy - ocenił Jarosz, który na pozycji atakującego zastąpił Piotra Gruszkę.

Wiadomości

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!