Borykający się z kontuzją polski dyskobol Piotr Małachowski zdobył srebrny medal na lekkoatletycznych mistrzostwach świata w Berlinie. To już szósty medal wywalczony przez Polaków na tej udanej dla naszych ...

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
Borykający się z kontuzją polski dyskobol Piotr Małachowski zdobył srebrny medal na lekkoatletycznych mistrzostwach świata w Berlinie. To już szósty medal wywalczony przez Polaków na tej udanej dla naszych reprezentantów imprezie.

Mało ostatnio rzucał, cierpiał z powodu bólu palca, miał nie jechać na te mistrzostwa, a jednak szeregowy Piotr Małachowski pokazał, że jest twardym żołnierzem. I choć jego pagony na to nie wskazują, to marszałek wielki światowego rzutu dyskiem. W środę wicemistrz olimpijski już w pierwszej próbie huknął jak z armaty, bijąc rekord Polski. 68,77 m aż zatrzęsło stadionem, gdy jakieś 40 tys. miejscowych kibiców jęknęło ze strachu. Oni liczyli na Roberta Hartinga i choć ten omal nie wylazł ze skóry przy swojej próbie, tracił ponad pół metra.

- Widziałem, że się mocno zablokowali po tym rzucie. To właśnie chciałem osiągnąć - nie krył Małachowski.

Podobną taktykę przyjmuje kulomiot Tomasz Majewski, mistrz z Pekinu i wicemistrz z Berlina. Jego zdaniem czyni to spustoszenie w głowach konkurentów: - Gotuje im się w czaszkach - twierdzi Majewski.

W szeregach przeciwników rzeczywiście zapanował więc strach. Sun Tzu, starożytny myśliciel i mistrz strategii, to właśnie doradzał swoim generałom: przerażać i dezorientować. Przez kilkanaście minut najsilniejsi dyskobole świata nie wiedzieli, co się dzieje.

Bo w maju Małachowskiego zaczął boleć palec. Brzmi zabawnie? Dla faceta, który musi w ciągu tygodnia oddać ok. 400 rzutów, to dramat. Siedział więc na siłowni, ale nie wchodził do rzutni. Efekt był opłakany: szybko zaczął na zawodach uzyskiwać marne wyniki. Dwa tygodnie temu zdobył tytuł mistrz Polski z wynikiem 64,15. Dziennikarze z Litwy (mają dwukrotnego mistrza świata Virgilijusa Aleknę) i Estonii (przyjechali z aktualnym mistrzem olimpijskim i świata Gerdem Kanterem) przekazywali swoim zawodnikom, że Małachowski jest słaby, nie trenuje, chodzi od lekarza do lekarza. Jeszcze przed wylotem na mistrzostwa świata wspólnie z trenerem Witoldem Suskim zastanawiali się, czy w ogóle jechać do Berlina. Pewności siebie nabrał po przylocie. We wtorek wieczorem trener powiedział mu o przydziale kolejności rzutów. Alekna, Kanter rzucali wcześniej.

- W takim razie to ja wygrywam ten konkurs - rzucił do trenera.

Pierwszy rzut nie był wcale gestem rozpaczy rannego wojownika. W drugiej potwierdził, że odzyskał moc (68,05). Taktyka, która polega na piekielnie mocnym uderzeniu już na początku, jest skuteczna jeszcze z jednego powodu. Po czterech próbach ze stawki 12 zawodników odpada czterech najsłabszych, a lider rzuca na końcu. I to jak!

Sun Tzu napisał w \\\"Sztuce wojny\\\", że \\\"to serce określa mistrzostwo. Dlatego ktoś biegły w pokonywaniu wroga doprowadza go do pasji, tym osłabia go i dopiero wtedy uderza. Próbuje go rozwścieczyć, zmylić, doprowadzić do lęku. W ten sposób osłabia serce przeciwnika i jego zdolność planowania\\\". Jeśli więc pierwszy rzut miał doprowadzić przeciwników do pasji, to w piątej próbie trzech konkurentów poprawiło wyniki. Niby nie zagrażali szeregowemu z Wrocławia, ale ten pokazał im, kto tu rządzi. 69,15 otworzyło Kanterowi i Aleknie oczy z przerażenia. Alekna huknął w siatkę, zrezygnowany Kanter machnął blisko.

A jednak jeszcze większe serce od Polaka miał Harting! Niesiony ogłuszającym dopingiem wysłał dysk jak spodek kosmiczny w nadprzestrzeń. 69,43 m sprawiło, że Małachowski poczuł się na moment, jakby z raju spadł wprost w czeluści piekielne. Na szczęście nie poddał się. Jego odpowiedź (67,33) nie była jednak wystarczająco mocna, by odeprzeć atak Niemca.

Kilka minut później przygnębiony Małachowski chował biało-czerwoną flagę do plecaka. Zabrał ją na stadion, choć jeszcze dwa tygodnie temu miał 26. wynik na świecie. W Berlinie walczył jak lew.

Ale to nie koniec emocji w tych niesamowitych dla Polski mistrzostwach. Nasza reprezentacja zajmuje siódme miejsce w klasyfikacji medalowej. Gdyby Małachowski zdobył złoto, wciąż byłaby trzecia. Ale i tak jest świetnie. Mamy już sześć krążków i jeszcze jedną bardzo poważną szansę na najwyższy stopień podium!

- W pokoju jest tyle miejsca, że i napić się można - zażartowała wczoraj w podziemiach Stadionu Olimpijskiego Żaneta Glanc po tym, jak awansowała do piątkowego finału rzutu dyskiem.

Polka nie planuje oblewania swojego awansu. Ma też niewielkie szanse, by świętować własny medal, ale od wtorku mieszka w pokoju z Anitą Włodarczyk, naszą kandydatką do złota w rzucie młotem (eliminacje rozpoczyna w dzisiaj rano). Żaneta wierzy w swoja koleżankę, choć ta przyjechała do Berlina z lekkim urazem.

- Miałam problemy z mięśniami grzbietu kilka dni temu, ale już czuję się dobrze - przyznała młociarka, która z wynikiem 77,20 m zajmuje pierwsze miejsce w międzynarodowym rankingu.

W środę rano do finału skoku wzwyż zakwalifikował się Sylwester Bednarek. Za awans podziękował Jarosławowi Babie.

- Cieszę się, że ci pomogłem - żartował Czech.

Bednarek nie poradził sobie bowiem z wysokością 2,30. Dla Polaka byłby to rekord życiowy. Jarosław już w tym roku czterokrotnie skakał wyżej, ale w Berlinie nie mógł odnaleźć rytmu, choć wciąż jest wymieniany w gronie faworytów zmagań nad poprzeczką. Ostatecznie Bednarek i Baba weszli z wysokością 2,27. Tylko 2,20 zaliczył z kolei Grzegorz Sposób.

Ulga to słowo, które z kolei najlepiej pasowało do płotkarza na 110 m Artura Nogi. Swój bieg zaczął źle, pogubił rytm, potem uderzył w płotek.

W opałach znalazł się także Kubańczyk Dayron Robles. Mistrz olimpijski i rekordzista świata (12,87) zmagał się ostatnio z kontuzją i cały czas cierpi.

Przed biegiem ściągnął spokojnie swoją treningową koszulkę z podobizną Che Guevary. Po biegu z miną zbitego psa poszedł do dziennikarzy ze swojego kraju. Nie jest mu lekko. Przed wylotem odwiedził Fidela Castro i obiecał złoty medal.

- Chcę dotrzymać obietnicy. Jestem wojownikiem, będę walczył! - raportował ojczystym mediom, a potem zapewniał, że czuje też zobowiązanie do szybkiego biegania dzięki krzyżykowi, który wisi na jego szyi. Miał go, gdy zdobywał olimpijskie złoto i gdy bił rekord świata.

Robles jest jedną z największych gwiazd tych mistrzostw. W Pekinie zgarnął złoto, które Chińczycy widzieli na szyi Liu Xianga. Liu uległ jednak kontuzji już w blokach i dotąd nie wrócił na tartan. Teraz to Robles może zostać w blokach. Od dwóch tygodni dokucza mu lewe udo, zimą odnowiła się jeszcze kontuzja więzadła kolanowego w tej samej nodze. A przecież to nią atakuje płotek, wystrzeliwując ją w górę jak pocisk. Czyżby miał przegrać z Nogą już w półfinale?

O Polakach w Berlinie mówi się nie tylko w kontekście wyników, ale i nadużyć. W finale biegu na 800 metrów triumfowała Caster Semenya z RPA. Kibice nie dowierzają, że jest kobietą ze względu na niespotykaną muskulaturę i przypominają, że na tym samym stadionie w Berlinie doszło już do jednej manipulacji płcią. Stanisława Walasiewicz zdobyła srebro na 100 podczas igrzysk w 1936. Dopiero podczas sekcji zwłok (w 1980 r.) okazało się, że miała męskie cechy płciowe. Jej nadużycie wyszło jednak na jaw, a do dziś na bieżni pamięta się radzieckie siostry Press zgarniające medale garściami. Zachodnie gazety nazywały Tamarę i Irinę \\\"braćmi Press\\\" ze względu na widoczne męskie cechy. Tyle że za ich panowania nie weryfikowano płci. Gdy władze IAAF w 1966 r. wprowadziły obowiązkowe testy, bohaterki z Kraju Rad rade były przejść na zasłużoną emeryturę.




Polski dyskobol złoto MŚ przegrał dopiero w ostatniej kolejce

Małachowski mimo kontuzji dwukrotnie bił rekord Polski!







Wiadomości

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!