Porozumienia Jastrzębskie dały nam wolne soboty. Zobaczcie archiwalne zdjęcia bohaterów

Jędrzej Lipski
3 września 1980 roku podpisano Porozumienia Jastrzębskie.
3 września 1980 roku podpisano Porozumienia Jastrzębskie. Władysław Morawski/Stowarzyszenie Pokolenie
Porozumienia jastrzębskie i 21 postulatów były krokiem milowym. Jednym z impulsów wydarzeń sierpniowych, strajków i walki o niepodległą Polskę był wybór papieża Jana Pawła II w 1978 roku. Dwa lata później, latem 1980 r., rozpoczął się niespotykany na dotychczasową skalę ruch społeczny, którego symbolem była rejestracja związku zawodowego „Solidarność”.

Szesnastomiesięczny okres względnej wolności związany był choćby ze złagodzeniem cenzury oraz ograniczeniem represji komunistycznego reżimu. Choć okres ten zakończył się 13 grudnia 1981 roku wprowadzeniem stanu wojennego, to ówczesny narodowy zryw stanowił jedno z ogniw długiego łańcucha wydarzeń, których finałem był upadek komunizmu w Europie Środkowo-Wschodniej. Dziś mija od tamtych wydarzeń 41 lat. Warto przypomnieć sobie wydarzenia i atmosferę tamtych dni.

Poczynając od 28 sierpnia, w ciągu kilku dni fala strajkowa na Górnym Śląsku i w Zagłębiu Dąbrowskim objęła kolejne zakłady i przedsiębiorstwa. Jeśli 28 sierpnia do strajku przystąpiły według danych SB tylko cztery zakłady pracy, to w dniu następnym było ich już w całym województwie 33, w tym 12 przedsiębiorstw pracujących na terenie Huty „Katowice” lub uczestniczących w jej budowie. 30 sierpnia protesty objęły kolejne 14 zakładów i przedsiębiorstw, w tym cztery funkcjonujące na terenie kombinatu.

Strajk w kopalni "Manifest Lipcowy" (obecnie "Zofiówka") rozpoczął się 27 sierpnia na nocnej zmianie i miał przede wszystkim charakter solidarnościowy z protestującymi załogami Gdańska i Szczecina. Do 21 postulatów gdańskich górnicy dołożyli własne.
Aby zdeprecjonować strajkujących górników władze rozpuszczały dziwne plotki o tym, że przywódcy strajku w „Manifeście” to „notoryczni bumelanci, obiboki po wyrokach sądowych. To jednak nie zmieniło sytuacji. Strajkujących górników przybywało. Górnicy, powołując jastrzębski MKS, przyjęli założenie, że tylko to ciało będzie reprezentować na zewnątrz wszystkie zrzeszone w nim załogi.

Jednak działający w Jastrzębiu resortowo-partyjny zespół negocjujący, prowadząc rozmowy z MKS, starał się równocześnie negocjować z poszczególnymi ZKS-ami, by w ten sposób rozbić jedność sfederowanych załóg, osłabić rolę i znaczenie MKS, zawrzeć z nimi odrębne porozumienia ograniczone do danego zakładu pracy, wygaszając w ten sposób stopniowo niebezpieczne ogniska strajkowe.

Przepychanki z komunistyczną władzą trwały kilka dni. Górnicy wiedzieli, że w końcu musi dojść do rozwiązania tej patowej sytuacji, gdyż brak wydobycia węgla może spowodować paraliż gospodarczy kraju. Jednym z warunków wstępnych strajkujących pracowników kopalń, przystąpienia do negocjacji było żądanie nadania w dzienniku telewizyjnym informacji o strajkujących górnikach. Władza przystała na to żądanie. Komunikat się pojawił, ale…. Tylko w niektórych częściach Polski. Na wybrzeżu, na przykład, w porze emisji komunikatu widzowie oglądali film o żaglach. Wówczas rozmowy zerwano, wznowiono je dopiero po emisji komunikatu o strajkach górniczych na cały kraj.

Przedłużające się rozmowy i izolacja strajkujących górników robiły swoje. Ludzie czuli się coraz gorzej. W tym krytycznym dla protestujących załóg momencie kluczową rolę odegrał także lokalny Kościół. „Na Górkę” do przygotowującego się właśnie do niedzielnej porannej mszy ks. Czerneckiego przybyło kilku górników z „Manifestu Lipcowego”. Poinformowali o sytuacji i nastrojach w kopalni i poprosili o pomoc.

„W czasie tej mszy rosła we mnie temperatura – wspomina ks. Prałat – a po jej zakończeniu, już jako ogłoszenia, powiedziałem coś takiego: że jak wy nie opuściliście mnie przy budowie kościoła, to teraz jestem z wami i was nie opuszczę. Miałem już informacje i powiedziałem, że we wszystkich jastrzębskich kopalniach rozpoczął się strajk okupacyjny, że żony i matki muszą być przygotowane, iż ich najbliżsi nie wrócą do domów. Zaapelowałem o znoszenie górnikom wszelkiej pomocy. Powiedziałem, że jak tylko górnicy sobie tego życzą, to od dzisiaj księża są gotowi odprawiać msze w każdej kopalni. Już tego dnia odbyło się kilka mszy w kopalniach, a po nabożeństwach w kościołach do najbliższych szły, niczym w procesjach, żony, dzieci, najbliżsi. Z jedzeniem, ubraniami i słowami otuchy. Suma tego wszystkiego podtrzymała górniczy strajk”.

Rzeczywiście, w niedzielę i poniedziałek w wielu kopalniach odprawione zostały msze święte. Tadeusz Jedynak wspomina, że „z piątku na sobotę, ludzie byli już bardzo pomęczeni, pojawiło się znużenie. Ale w niedzielę przyszedł ksiądz [Emil] Dyrda z Jastrzębia Górnego, przyniósł rzeźbę św. Barbary, która do dzisiaj jest na kopalni, i odprawiono pierwszą mszę. Był to też przełomowy moment, w ludzi wstąpił nowy duch, a msze były odprawiane od tej pory dwa, trzy razy dziennie”. Ich uczestnicy masowo przystępowali do spowiedzi i komunii św. Także w innych kopalniach pojawiły się nieobecne od lat figury św. Barbary, jak również obrazy Matki Boskiej Częstochowskiej i zdjęcia Jana Pawła II. W ciągu dwóch dni księża rozdali wśród strajkujących około 3 tys. różańców.

W końcu impas został zażegnany i przystąpiono do negocjacji. Rozpoczęły się one zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami 2 września 1980 roku o godz. 17.00.

W porównaniu z rozmowami w Szczecinie i Gdańsku negocjacje w Jastrzębiu trwały stosunkowo krótko, bo zaledwie kilka godzin. Jednak należy pamiętać, że także one miały charakterystyczną dla tamtego gorącego lata niepowtarzalną dynamikę i obfitowały w krytyczne momenty. Podkreślają to reprezentanci obu stron, które zasiadły przy negocjacyjnym stole. Ustawiono go w kopalnianej cechowni, wypełnionej po brzegi reprezentantami ZKS-ów, a zabieg MKS-u polegający na tym, by komisję rządową usadzić tyłem do publiczności, okazał się posunięciem, którego nie powstydziliby się specjaliści od politycznego marketingu.

„Tym razem spotkała nas niemiła niespodzianka – relacjonuje Kopeć. – Kazano nam usiąść plecami do zebranych ludzi, a twarzą do członków prezydium MKS. Wicepremier zdawał sobie jednak sprawę z tego, że dla komisji nie była to jedyna niedogodność podczas rozpoczynających się rozmów: „W energetyce sytuacja była niebezpieczna. Zapasy węgla wystarczały na 2 do 3 dni, a region południowy to przecież 8,5 tysiąca megawatów zainstalowanej mocy, a więc 1/3 krajowego potencjału.

Osiągnięcie porozumienia w sprawie wolnych sobót, a następnie czterobrygadówki stanowiło moment przełomowy w jastrzębskich rozmowach. Pozostałe postulaty okazały już znacznie łatwiejsze do negocjacji. Rozmowy zakończono krótko przed północą. Ogłoszono przerwę. Była potrzebna po to, aby zredagować i przepisać dokumenty. Jednak nawet na tym etapie nie obyło się bez tarć.

Według Grzegorza Stawskiego, który ze strony MKS nadzorował przepisywanie tekstu porozumienia, dokonywano tego „nie mniej niż 3 razy, a niektóre strony tekstu nawet po 7 razy”, m.in. dlatego, że osoba występująca z ramienia komisji rządowej próbowała zamiast wynegocjowanego zwrotu „wolne soboty i niedziele” umieścić w tekście dokumentu zapis „soboty wolne i niedziele”. Wreszcie, 3 września o godz. 5.45 nastąpiło uroczyste podpisanie porozumienia, zwanego odtąd porozumieniem jastrzębskim.

Spora część przyjętych postulatów dotyczyła spraw socjalnych górników, ale także one miały później znaczenie dla pracowników w całej Polsce. Np. częstą wśród górników pylicę płuc zaliczono do chorób zawodowych, a jednocześnie uzależniono zaliczanie innych chorób do tej kategorii od opinii związków zawodowych, z czego korzystały potem także inne branże.

Porozumienie zagwarantowało wszystkim górnikom deputat węglowy i dodatek za rozłąkę z rodziną dla mieszkających poza domem. Świadczenia rodzinne miały być od tej pory jednolite w całej Polsce, co oznaczało ich podwyżkę do poziomu obowiązującego w wojsku i milicji. Władza zobowiązała się, że od 1981 roku ustalony będzie pułap minimalnych i maksymalnych płac w kraju.

Przyjęto również postulat sprzedaży mięsa i jego przetworów jedynie w ogólnej sieci handlowej (zamiast także w tzw. sklepach komercyjnych, po wyższych cenach) oraz likwidację talonów na atrakcyjne towary przemysłowe. Górnicy domagali się jednocześnie, aby zaopatrzenie w te towary było lepsze, a mięso było lepszej jakości i w większym wyborze.
Jeden z punktów porozumienia wskazywał na konieczność racjonalnej gospodarki złożami węgla, uznanego za dobro ogólnonarodowe. Górnicy wywalczyli ponadto przestrzeganie zakazu zatrudnienia pracowników do pracy na rzecz dyrekcji kopalń, obietnicę ograniczenia zatrudnienia w administracji oraz możliwość wnioskowania przez związki zawodowe o zmiany kadrowe w zakładach pracy.

W postanowieniach końcowych porozumienia uzgodniono powołanie komisji mieszanej, której zadaniem było czuwanie nad realizacją ustaleń. Taki mechanizm miał sprawić, aby sprawy sporne i różnice w interpretacji zapisów rozstrzygali ci, którzy tworzyli porozumienie. Strajkujący otrzymali gwarancję bezpieczeństwa i zapewnienie, że nie będą karani za strajk.

Na mocy porozumień przedstawiciele władz oraz załogi czuwać mieli nad realizacją postanowień i dopilnować, by nie stosowano wobec strajkujących górników jakichkolwiek represji. Porozumienia te należały do czterech, zawartych w sierpniu i wrześniu 1980, zwanych później Porozumieniami Sierpniowymi. Wydarzenia te miały niebagatelne znaczenie moralne dla społeczeństwa, które żyjąc w niesuwerennym kraju, pod rządami partii komunistycznej, po raz kolejny upomniało się o swoje prawa.

O tym, jak władze PRL w istocie podchodziły do porozumień ze społeczeństwem, mogą świadczyć wydarzenia mające miejsce na terenie tutejszej kopalni po wprowadzeniu stanu wojennego. Wówczas, nocą 13 grudnia, na wieść o aresztowaniach członków „Solidarności”, część z nich - pozostająca na wolności - ukryła się w kopalni, której załoga rozpoczęła strajk okupacyjny. 15 grudnia 1981 doszło do pacyfikacji zakładu przez siły milicji i wojska, które dokonywały kilkakrotnych ataków na bramy przy pomocy czołgów.

Kopalnia „Manifest Lipcowy” była pierwszym z miejsc, w których władza użyła wówczas przeciw robotnikom ostrej amunicji. O perfidii i okrucieństwie władz PRL świadczyć może fakt utrudniania dostępu do rannych przybyłemu na miejsce pogotowiu oraz próby tuszowania sprawy: skonfiskowanie przez funkcjonariuszy SB kul wyjętych z ran górników.

Uwaga na chińskie telefony

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie